Amalie Valerie Ravenblack:
- Po pierwsze: moje życie w ciągu kilku dni wykonało krzywy, niedołężny i bardzo, ale to bardzo okropny obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Skoczyło, a gdy wylądowało, już nic nie było takie samo. Łowcy demonów? Owszem, lubię książki, ale nigdy nie spodziewałam się, że sama przeżyję historię która przypomina dobrą, ale trochę nieprzewidywalną i dramatyczną fabułę trzystu stron czystej fantastyki.
Po drugie: wszystko było by w jak najlepszym porządku, gdybym potrafiła nie odstawać od otoczenia. Ale co zrobiłam? Odstawałam i to jeszcze jak. Nie spisałam się w roli łowczyni demonów, ani trochę. Zasiałam za to chaos w równoległych światach. No dobrze, wyszło trochę melodramatycznie. To nie tak że totalny chaos i zamieszanie w połowie miast Cazadoru oraz panika w innych wymiarach było całkowicie moją winą. Cała machina tajemnic i zniszczenia została uruchomiona siedemnaście lat temu, albo i jeszcze wcześniej, lecz dopiero ja i moje pojawienie się między szeregami Nadludzkich rzuciło światło dzienne na to cholerne epicentrum nieokiełznanych problemów. Ja byłam tylko kozłem ofiarnym, ze sznurkiem na szyi, pociąganym przez moje chore fatum.
W którymś momencie wszyscy dookoła zaczynali nawet pałać do mnie niechęcią, a jeśli wśród nielicznych wystąpiła jakaś chęć mnie dotycząca, była to jedynie chęć mordu. Świetnie, prawda?
Po trzecie i ostatnie: może nie jestem dumna z wszystkiego czego dokonałam, ani z wszystkich decyzji które podjęłam, ale jednemu nie da się zaprzeczyć - całokształt moich przygód jest naprawdę dobry. Niech mnie diabli, ale moje przeżycia brzmią jak fantastyczna książka!
Wyobrażasz to sobie? ,,Przygody Amalie Valerie Ravenblack w świecie Nadludzkich". Albo lepiej: ,,Wysłanniczka Gwiazdozbioru Cadho". Brzmi nieźle! Ale tak właściwie, dlaczego pytasz mnie o moje przygody?
Autorka:
- Bo chcę o nich napisać książkę.
- Skąd wiesz? - Wykrztusiła wreszcie, po pięciu minutach pustego wgapiania się we mnie. Miała duże orzechowe oczy poplamione jasną zielenią. Były hipnotyzujące.
- Ty tego nie czujesz? Mój zapach na ciebie nie działa? Nie masz wrażenia słabości, przekonania, że musisz być przy mnie?
Odsunąłem się, uświadamiając sobie, że wciąż zaciskam dłonie na jej kruchych ramionach. Była wychudzona, sweter wisiał na niej jak na wieszaku. Bałem się pofolgować własnym emocjom w obawie, by nie zrobić jej krzywdy - tak nie powinno być. Wilk powinien być silny.
- Gdy spotykasz Mate, doskonale zdajesz sobie z tego sprawę.
Dziewczyna odsunęła się ode mnie jeszcze o kilka kroków. Ciężko usiadła na kanapie, którą wcześniej to ja miałem nieprzyjemność zajmować i objęła się ramionami. Dlaczego wydawała się przy tym taka załamana?
W końcu ku mojemu wielkiemu zdziwieniu parsknęła krótkim, trochę histerycznym śmiechem.
Parsknęła śmiechem!
- Bardzo ci współczuję - rzuciła. - Ty chyba naprawdę nie wiesz kim jestem.