FalaheeSzwarc
Nie zawsze życie sypie nam pod stopy płatki róż. Czasem droga przez nie jest usiana ciernistymi kolcami. Dźwigam na ramionach ciężar naszej młodej, niedoświadczonej, zranionej duszy. Zupełnie jak w tekście piosenki w albumie rockowym. Sam ma dwadzieścia trzy lata i nigdy nie powinien czuć się samotny, bo odkąd pamięta przez życie szedł ramię w ramię ze swoim starszym o cztery lata bratem i swoim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa Adrianem. Nigdy nie powinien czuć się gorszy, bo rodzice od najmłodszych lat pozwalali mu marzyć i spełniać marzenia. Nigdy nie powinien czuć się brzydki, bo mama od zawsze powtarzała mu, że jest jej pięknym chłopcem.
Sam powinien czuć się szczęściarzem, bo dorastał w domu pełnym muzyki. Każde popołudnie po szkole przesiadywał w sklepie muzycznym jego taty, ucząc się gry na gitarze. Powinien sądzić, że jest Królem Świata, a przynajmniej swojej małej mieściny, bo mając zaledwie dwadzieścia lat dołączył do już trochę bardziej znanego niż z garażowych koncertów zespołu rockowego swojego starszego brata. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto w okresie nastoletniego buntu nie słuchał My Chemical Romance i choć raz nie pomyślał, że granie rocka byłoby cool.
Sam ma dwadzieścia trzy lata i wrażenie, że cały ten czas żył pod szczelnym kloszem. Nigdy nie czuł się wystarczający. Zawsze egzystował w cieniu brata. Śmierć odebrała mu przyjaciela. Sam ma dwadzieścia trzy lata i jedyne czego pragnie to zniknąć. Robi to sukcesywnie centymetr po centymetrze, kość po kości. Sam ma dwadzieścia trzy lata i żyje pod popękanym kloszem.