al_mo0n_0
Lacey przyjeżdża do domku babci nad oceanem, żeby w końcu złapać oddech po wszystkim, co przez ostatnie miesiące zdążyło ją przytłoczyć. Liczy na spokój, ciszę i kilka tygodni, w których nikt nie będzie od niej niczego oczekiwał. Zamiast tego trafia do małej kliniki dla morskich żółwi, prowadzonej przez panią Laurent - ciepłą, stanowczą kobietę, która od pierwszego dnia otwiera przed nią zupełnie inny świat.
Wśród żółwi wymagających opieki, zapachu słonej wody i codziennych, drobnych zadań Lacey powoli odzyskuje coś, co dawno w sobie zgubiła - poczucie, że życie może być lżejsze, jeśli tylko da się sobie na to szansę.
Wszystko zaczyna się zmieniać, kiedy w klinice pojawia się Logan, syn pani Laurent - chłopak, który bardziej ufa morzu niż ludziom. Przychodzi z mokrym od fal owczarkiem i przyjacielem, który chyba nigdy nie nauczył się manier. Logan nie jest ani wyniosły, ani przesadnie pewny siebie. Raczej ostrożny. Jak ktoś, kto wiele przeszedł i nauczył się nie otwierać od razu.
Ich pierwsze spotkanie jest zwyczajne, ale coś w nim zostaje - w spojrzeniach, w krótkich słowach, w tym, jak naturalnie Lacey odnajduje się w miejscu, które miało być tylko chwilowym przystankiem.
To historia o powolnym odnajdywaniu swojego tempa. O żółwiach, które uczą cierpliwości. O ludziach, którzy próbują na nowo zaufać sobie i światu. O lecie, które potrafi uleczyć więcej, niż ktokolwiek by się spodziewał.
I o tym, że czasem najważniejsze spotkania zaczynają się zupełnie zwyczajnie - od mokrych śladów psa na podłodze, zapachu morza i prostego „hej".