limchin143
Jest biblioteka, w której jesień nie kończy się nigdy.
Gdzie deszcz bębni o szyby, koty leniwie przeciągają się na parapetach, a zapach herbaty z cytryną miesza się z zapachem starych stron.
Tam, w „Marginesie", dwa serca uczą się siebie nawzajem - powoli, delikatnie, jeden dzień po drugim.
Han Jisung i Lee Minho wracają tam codziennie.
Nie dlatego, że muszą.
Dlatego, że nie potrafią inaczej.
Każdy rozdział to jeden ich dzień:
kolejne spojrzenie, które trwa za długo,
kolejna cisza, w której słychać bicie dwóch serc,
kolejny kubek herbaty, który smakuje jak obietnica,
kolejne „zostań jeszcze", wypowiedziane bez słów.
To nie jest miłość od pierwszego wejrzenia z fajerwerkami.
To miłość, która rośnie jak liście za oknem - żółknie powoli, opada miękko, a potem wraca w następnym sezonie, jeszcze piękniejsza.
Książki na regałach już wiedzą.
Szepczą o nich cicho, kiedy nikt nie patrzy.
O rumieńcach ukrytych za okładkami, o kotach, które zawsze wiedzą, kiedy usiąść między nimi, o spojrzeniach, które mówią „jutro też tu będę".
Jeśli kiedykolwiek chciałaś/chciałeś miłości, która nie spieszy się nigdzie,
która smakuje jak ciepła herbata w zimny dzień,
która buduje się z małych wyjątków i wielkich chwil ciszy...
wtedy wejdź.
Zostań na każdy ich dzień.
(okładka nie moja)