Rozdział 1

52 7 2
                                        

Zapach starych ksiąg dla tych, którzy uwielbiają czytać czasem bardziej urzekający niż najpiękniejsze perfumy.
Przyjemna tekstura niekiedy pożółkłych kartek, pod opuszkami palców dla czytelnika była tak wyjątkowa, jak najdroższy materiał dla krawcowej.
Biblioteka jest jak skrytka na naszą wyobraźnię i marzenia. Marzenia o pobycie w innym świecie, tym odległym i nie dla każdego dostępnym.

Regulus Black jak co wieczór udał się do Hogwardzkiej biblioteki, by odnaleźć w niej kolejną fascynującą historię.
Otworzył nieco już stare drzwi, które lekko zaskrzypiały i przekroczył próg ogromnego pomieszczenia. Do jego nozdrzy od razu dotarł ten niesamowity zapach ksiąg i wosku ze świec palących się na stolikach.
Ślizgon teraz jedynie myślał o tym, aż w końcu zajmie swoje ulubione miejsce i całym sobą zanurzy się w przepięknej opowieści.
Biblioteka była wypełniona książkami, których znaczną część chłopak zdążył już przeczytać.

W lewym rogu części biblioteki, która była przeznaczona do czytania stał fotel, podłokietniki miały rzeźbione napisy po łacinie, związane z książkami.
Młodszy Black rozpiął rękawy śnieżnobiałej koszuli i lekko ją podwinął, mrucząc pod nosem zaklęcie, dzięki czemu zapaliło się kilka świec, tworząc przyjemny nastrój.
Poprawił swój sygnet na palcu i podszedł do regału, by wybrać lekturę na dzisiejszą noc.

— "Ballada o miłości i tęsknocie" — jego dłoń sunęła po nieco zakurzonej okładce, kiedy czytał tytuł. Zainteresowany usiadł wygodnie w fotelu i otworzył książkę, opierając ją o kolano.

"Ballada o miłości i tęsknocie,
Ballada o sercach dwojga kochanków."

W jego oczach pojawił się blask, gdy na pierwszej stronie dostrzegł szkic dziewczyny.
Przyglądał mu się z tak niepojętym zaciekawieniem, jakby całym swoim życiu nie widział czegoś piękniejszego niż ona. Włosy jej długie i w kolorze ciemnego brązu opadały na ramiona, a między pojedynczymi pasmami można było dostrzec złotą nić, która mieniła się przez promienie słoneczne. Poruszyła się i spojrzała na Regulusa, wypuszczając z dłoni białą różę. Z tego oczarowania i zachwytu zapomniał, że jest w Świecie Magii, a tutaj wszystko jest możliwe.
Uśmiechnęła się. A jej uśmiech rozgrzał mu serce, lecz po chwili poruszył głową odganiając od siebie te dziwne myśli i przewrócił kartkę, rozpoczynając czytanie.

Chłonął tą historię tak bardzo, że sam był zaskoczony. Nie wiedział czy było to spowodowane tą piękną istotą, którą ujrzał, czy samą akcją rozgrywaną w tej książce.
Nagle oślepił go blask, przez co wypuścił twardą okładkę z rąk. Coś było nie tak.
Strony zaczęły chaotycznie i samoistnie się przewracać, a po pomieszczeniu rozniósł się delikatny kobiecy głos.

Przyjdź do mnie,
Chwyć mą dłoń i wirujmy w tańcu miłości.
Ukryj mnie w swoich ramionach i tańczmy tak
I tańczmy i niech miłości nie będzie końca.

Podniósł się z fotela i ostrożnie podszedł do księgi, która leżała na podłodze.
Znów ją zobaczył. Tym razem przechadzała się po polanie, nucąc tą nieznaną nikomu pieśń. Próbowała rzucić na niego urok? Tęskniła za kimś?

Regulus usiadł na podłodze i patrzył na nią, nie rozumiejąc o co chodzi

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Regulus usiadł na podłodze i patrzył na nią, nie rozumiejąc o co chodzi. Może był to wytwór czarnej magii ukrytej w postaci dobra? Księga nie znajdowała się w dziale Ksiąg Zakazanych, więc to nie mogło chodzić o to.

Dotyk twój i ballada o miłości
Spotkali się latem,
Ona pokochała jego, a on pokochał ją
I miłość na wieki złączyła ich los.

— Kim jesteś? – zapytał sam siebie, wiedząc, że nie uzyska odpowiedzi. — I dlaczego tak bardzo władasz teraz moimi myślami i sercem?

Odwróciła się i wzrok swój utkwiła w jego twarzy. Uniosła dłoń, a Regulusa przeszły ciarki, gdyż poczuł na policzku czyjś dotyk.
Przerażony szybko zamknął księgę, trzymając ją przy ziemi obiema dłońmi.
Chaos opanował jego myśli, nie był do końca pewien tego co się właśnie wydarzyło. To wszystko było tak realne, jakby próbowało go wciągnąć do środka i czuł, że i on sam chciał się tam znaleźć. I ta pieśń nie dawała mu spokoju, słysząc gdzieś z tyłu głowy jej anielski głos, jakby śpiewała z chórem innych aniołów.
Podniósł się z podłogi, otrzepując spodnie z delikatnego kurzu i przetarł twarz dłońmi.

Znacie to uczucie kiedy czytacie książkę i musicie przerwać, ale wasza dusza bardzo pragnie byście kontynuowali czytanie? Regulus właśnie tak się czuł. Jakby jakaś niewidzialna siła go ciągnęła. Jego ciało było nie pod jego kontrolą, lecz pod kontrolą jej. Tej dziewczyny, którą ujrzał. To ona go wołała, niczym syrena rybaków i piratów w legendach.
Zabrał "Balladę o miłości i tęsknocie" z posadzki i szybkim krokiem opuścił bibliotekę, biegnąc szybko w stronę lochów, jakby zobaczył ducha.

— Dlaczego ja tak bardzo pragnę Cię znów ujrzeć... — rzucił księgę na łóżko i chwycił się za głowę, krążąc po pokoju.
Poddał się. Podbiegł do łóżka i z impetem otworzył tą przeklętą książkę.
Była pusta. Nie było w niej żadnych słów i nie było tej tajemniczej dziewczyny.

Nie wszystko można mieć w garści.
Miłość jest nieskończona, a niektóre zakamarki jej są jeszcze nie odkryte..

Złość. To było to, co teraz czuł ślizgon. Poczuł się tak, jakby zmarnował swój czas, na coś co okazało się tylko żartem. Pozwolił swojej wyobraźni spłatać mu figla. Ostatni raz się tak czuł w rodzinnym domu, kiedy Walburga wypowiadała się chłodno o swoim starszym synu. Nie chciał się tak czuć, dlatego postanowił, że odpuści sobie studiowanie tej dziwnej lektury i cisnął nią w kąt dormitorium.
Usiadł na parapecie przy oknie i wpatrywał się w księżyc myśląc o niej, choć tak bardzo nie chciał. Choć tak bardzo się przed tym bronił.

— *Rozmawiam z księżycem próbując do ciebie dotrzeć w nadziei, że ty po drugiej stronie też mówisz do mnie. Czy jestem głupcem, który siedzi sam rozmawiając z księżycem? — powiedział sam do siebie, kładąc dłoń na policzku, który został przez nią dotknięty.

Po raz pierwszy w życiu Regulus Black poczuł coś wyjątkowego. Poczuł dziwne szczęście, którego nigdy nie czuł. I to wszystko tak nagle zniknęło, albo to może on sam z tego całego smutku i samotności wytworzył sobie w głowie jakiś dziwny świat.

Chciał uciec stąd na zawsze. Ukryć się gdzieś. Żyć innym życiem bez rodziców, których nienawidzi, bez tego strachu, który odczuwał.
Siedział tak i toczył bitwę z własnymi myślami, czując, że zaraz oszaleje. Był tak zawiedziony i wściekły, że miał ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy lub uderzyć z całej siły pięścią w ścianę.
Wstał. Znów zaczął krążyć po pokoju, jakby wierząc, że nagle wpadnie na jakiś znakomity plan, który rozwiąże wszystkie jego problemy.
Prychnął, bo sam niedowierzał w to jakim głupcem jest.

— I co narobiłaś? Pojawiłaś się i zniknęłaś! — krzyknął. – Jak wszyscy. Każdy mnie zostawia. 

Osunął się na podłogę i poczuł się bezradny. Emocje opuściły jego ciało. Łzy płynęły po policzkach, a on poczuł się jak dziecko. Bezradne, zrozpaczone i samotne. Choć w innej części Hogwartu był jego brat i przyjaciele to i tak czuł się sam. Czuł się tak jakby nikt go nie rozumiał. Nie rozumiał jego rozpaczy, jego nienawiści do rodziców. Nie rozumiał jego życia.

_________________
* fragment pochodzi z "Talking to the moon" autorstwa Bruno Marsa

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: May 20, 2021 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

another better dimension [regulus black]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz