Rozdział 2

10 0 2
                                        

—Zgadza się—
Odpowiedziałem wchodząc do środka, a za mną reszta.
Poszedłem wraz z Toby'm na górę do mojego pokoju, pokój również był ogromny.
Gdy wszedłem do środka zatkało mnie, a najbardziej Toby'ego, nie ogarnąłem go, mówiąc bardziej, nie schowałem nie których rzeczy...

—Billy, co to ma być—
Ledwo co z siebie wydusił słowa.

Na ścianie znajdowały się zdjęcia osób, które już nie żyły, a nawet zostali ogłoszenii w wiadomościach. Na tych zdjęciach były wbite noże, jakbyś się bawił w rzutki.
Znajdowała się również biała tablica, która miała mnóstwo napisanych notatek oraz miejsce gdzie zostali zamordowani i daty ich zgody do tego jeszcze dokładna data.
Również był straszny bałagan w pokoju, łóżko nie pościelone, gdzie nie gdzie były rozwalone ciuchy, talerze na biurku, śmieci, mnóstwo puszek od monsterów oraz tabletki Miralo i Miralo Sen.
Na biurku znajdował się również  pistolet Beretta 9mm.

—Yy! Nic!—
Pobiegłem szybko do biurka, schowałem pistolet do szuflady, a później pobiegłem do tablicy i ją obróciłem na kolejną stronę, żeby nie czytał co na niej jest napisane. Po czym podeszłem do ściany i wyciągnąłem noże, które również schowałem do biurka, a zdjęcia zerwałem i wyrzuciłem do kosza. Jak możecie się domyśleć, na ścianie zostały małe dziury od tych nożów.

—Jak to nic? Widziałem to! Co to ma znaczyć?!—
Powiedział wystraszonym głosem,  a później się nieco od demnie wycofał.

Również się od niego wycofałem.
—Spokojnie to zabawkowy broń, a te zdjęcia to tylko pomaga mi znaleźć zdrajcę kto zabił tych wszystkich osób—
Chciałem jakoś z tego wymknąć, oczywiście to przez ze mnie te osoby nie żyją. Nie lubiłem ich, ale nie ja ich zamordowałem tylko ojciec.
—Więc o co te całe zamieszanie?—
Spojrzałem na Toby'ego, który naprawdę mi uwierzył. Czy ja właśnie okłamałem jedynego przyjaciela? W sumie mówiąc musiałem go okłamać, gdyby się dowiedział prawdopodobnie źle by się to skończyło, ale pewnie sam się kiedyś dowie.

—Mówisz prawdę?—
Zapytał po czym kiwnąłem głową, że tak.
—Ah! Stary! Weź mnie nie strasz!—
Złapał się za klatkę piersiową po czym odetchnął z ulgą.

—Przepraszam za ten bałagan, nie miałem czasu kiedy ogarnąć.—
Zwróciłem się do Toby'ego, po czym zacząłem nieco ogarniać. Ciuchy walnąłem w kąt, śmieci wyrzuciłem do kosza, który znajdował się w pokoju a talerze wyniosłem do kuchni.

—Spoko, a tak właściwie, gdzie twoja matka? Nigdy o niej nie wspominałeś—
Zapytał się mnie Toby

Ucichłem
—Nie żyje—
Odpowiedziałem dosyć szybko, po czym wyciągnąłem z szafki różne kartki, krętki, flamastry, farby,  naklejki i wiele innych. Nawet jakieś wycinki z gazet.
—No mam tylko to—
Usiadłem na podłodze.

—Człowieku, mnie nawet nie stać na papier—
Rzekł po czym również usiadł na podłodze przed demną.

Sięgnąłem za telefon i sprawdziłem która jest godzina, była już 17. Ciekawie do której może zostać Toby, może nawet zostać do jutra i tak ojca nie ma.
Zacząłem wraz z Toby'm robić plakat na plastykę, zajęło to nam ponad godzinę. Po zrobieniu plakatu o Renesansie zaczęliśmy robić plakat na historię o tym o czym mówiłem. Ale nawet go nie zaczęliśmy ponieważ pewna osoba nam przeszkodziła, ktoś pukał w drzwi.

—Proszę!—
Krzyknąłem w stronę drzwi, do środka weszła starsza kobieta, która ciągnęła za sobą wózek na którym znajdowały się dwa talerze jedzenia, a na dole słodycze.

Kobieta zostawiła na stoliki jedzenia, a słodycze zostawiła na biurku po czym wyszła.
Usiadłem wraz z Toby'm do nie zbyd dużego stolika i zaczęliśmy jeść, po zjedzeniu zabraliśmy się do robię plakatu z historii.

                                 ***

Była już równa 19, skończyliśmy jedne pracę w jeden dzień. Cud.
Wyprostowałem się słyszałem nawet jak mi kości strzelają w niektórych miejscach.
—Ah, w końcu zakończyliśmy—
Powiedziałem podnosząc się wraz z Toby'm z podłogi, ledwo co stałem na nogach.

—To ja wracam do domu—
Stwierdził Toby ruszając w stronę drzwi od pokoju.

—Zaczekaj, odwiozę cię —
Powiedziałem kierując się z nim do wyjścia od domu.

—Raczej to twój szofer—
Powiedział Toby nieco ciszej. Widać było, że jest... zmęczony?

—No tak—
Odpowiedziałem po czym ubraliśmy buty i wyszliśmy. Przed nami stał szofer, który właśnie miał przerwę na papierosa.

—Kończ i jedziemy—
Skierowałem się do szofera po czym wsiadłem do samochodu wraz z Toby'm. Gdy spojrzałem na Toby'ego ten już spał, jest po 19, a ten śpi? Widać, że był mocno zmęczony.

Gdy szofer skończył palić papierosa, ruszył w stronę mieszkania Toby'ego. Nie mieszka od w wybitnym domu, ale mnie to nie obchodzi gdzie mieszka i w jakich warunkach.
Spojrzałem na Toby'ego, spał. Próbowałem go obudzić, ale to na nic.
Wyszedłem z samochodu i podszedłem do jego drzwi, otworzyłem je powoli i wziąłem go na ręce, jest nawet lekki.
Zaniosłem go do jego domu, nikogo nie było w środku, był sam. Dlaczego zawsze jak wpadam do niego jest sam?
Jakoś otworzyłem jego drzwi od mieszkania i wszedłem z nim do środka, zostawiając go na kanapie i ruszyłem wał stronę drzwi. Gdy wyszedłem zamknąłem je i wróciłem do samochodu, po czym szofer zawiózł mnie do domu.
Gdy już znalazłem się w domu, a później w pokoju od razu podeszłem do tablicy i ją odwróciłem na stronę gdzie to wszystko było napisane.
Wziąłem krzesło i postawiłem je przed tablicą po czym usiadłem.
—Więc, czas na ciebie—
Spojrzałem na pewną osobę, który był starcem. Jego zawodem było uczenie, jego również nie lubiłem od dziecka, uczył mnie w podstawówce matematyki.
—Vanessa! —
Krzyknąłem na cały głos gdy po chwili pojawiła się Vanessa, Vanessa to tak jakby osoba, która mi we wszystkim pomaga jakby powiedzieć, druga mama.

—Tak?—
Weszła bardziej do pokoju, patrząc na mnie, a później na tablicę.
—Nie musisz tego robić...—
Powiedziała zmartwiona.

—Muszę się odważyć, i tak prędzej czy później będę jak ojciec—
Zworcilem się do niej podchodząc do biurka po czym wyciągnąłem pistolet, który schowałem do kieszeni od bluzy.

—No dobrze, to ja poinformuje szofera oraz twoich ochroniarzów, żeby się przygotowali—
Pwoiedziala po czym szybkim ruchem wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.

Ubrałem jeszcze na siebie czapkę oraz maseczkę, nie chce, żeby ktoś mnie rozpoznał. Wyszedłem z pokoju po czym skierowałem się do wyjścia. Gdy wyszedłem z domu od razu wsiadłem do samochodu gdzie już był szofer wraz z dwoma ochroniarzami, po czym od razu skierowaliśmy się w dane miejsce.

                            ***

Zajęło nam to godzinę drogi. Byliśmy już na miejscu, wyszedłem po czym zapukałem do drzwi zdejmując z siebie maseczkę. Otworzył starszy mężczyzna, który wisiał na tablicy.

—W czym pomóc?—
Spojrzał na mnie starzec.

—Ah dzień dobry panu, czy pomógłby mi pan różowa pewne zadanie?—
Powiedziałem z nadzieją.

—Chłopcze, jest grubo po 23, ludzie o tej godzinie śpią.—
Nadal na mnie patrzył, a ja na niego. Chyba go obudziłem.

—Ale jutro mam z tego sprawdzian, bardzo pana błagam.—
Nadal mówiłem z nadzieją, aż nagle wpuścił mnie do środka.

-----------------------------------------------------------
Więc tak, oto rozdział drugi. Nie za bardzo mi się podoba, ale nie nadaje się do pisania książek, a ostatnio nie mam zbydnio czasu.
Pozdrawiam smacznej kawusii. :P

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Jul 04, 2022 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

SYN MAFIIOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz