-3-

664 31 29
                                        

P.O.V. Arion
Obudził mnie miły, czuły dotyk.
-Arion, wstawaj. - Usłyszałem łagodny ton Sylwii.
-Daj mi chwilę jeszcze pospać... - wymamrotałem przecierając oczy.
-Wybacz że cię obudziłam,tak smacznie spałeś. Ale musimy zmierzyć ci temperaturę - powiedziała.
- Ach, no fakt.
Sylwia włożyła mi termometr do ust, a po kilku minutach wzięła go i odczytała temperaturę. Jej wyraz twarzy nie sugerował nic dobrego.
- Nie dobrze... Wczoraj miałeś 39 stopni, a teraz masz 41. - zatroskany wzrok mnie przeszył na wylot, a po chwili znowu się odezwała.
- A tak w ogóle jak się czujesz?
- Nie za dobrze. Strasznie boli mnie głowa.
Kuzynka objęła mnie i delikatnie przytuliła, a ja się w nią wtuliłem.
- Jest źle. - Ale tak czy siak wyzdrowiejesz. Nie chcę stracić takiego kochanego kuzyna.
Wtuliłem się w Sylwię bardziej.

P.O.V. trzecia osoba

Sylwia jeszcze chwilę głaskała Ariona po głowie, po czym usłyszała ciche chrapanie. Położyła więc jego głowę na poduszkę i przykryła kocem. Z nim na prawdę było źle. Jedyne co poprawiłoby mu jego samopoczucie to wizyta Victora. Ukochany pies wskoczył na łóżko i ułożył się obok Ariona. Ta jeszcze chwilę im się przyglądała, po czym poszła na dół do kuchni zrobić coś dla Ariona.

P.O.V Victor

Ach, znowu muszę iść do szkoły. Znowu muszę zanudzać na lekcjach. I pewnie Riccardo nadal będzie miał do mnie problem, i będzie mi wypominał żebym się dziś nie spóźnił. Jedyne co chciałbym zrobić to spotkać się z Arionem, patrzeć sobie wzajemnie w oczy... Wtulić się w niego... Chwila... Czy ja zakochałem się w Arionie?!
Nie, przecież on jest chłopcem! Nie mogę! Otrząsnąłem się. Nie będę o nim myślał w ten sposób. Przecież nie jestem gejem czy coś w tym stylu. Gdy tak rozmyślam, bum! Jestem pod szkołą. Ale tym razem podszedł do mnie Riccardo.
- Hej Victor, widzę że jesteś zamyślony. Stało się coś? - zapytał przyjaciel.
W końcu odezwał się normalnie! Nie wierzę!
- Nie, nic. To tylko błahostka
- Aha, okej. Ale jakby się coś stało to mów. - Dirigo położył rękę na jego ramieniu z uśmiechem.
- Mhm. - mruknąłem i odszedłem do szkoły. Jak zawsze tylko się zanudzał w szkole. Na przerwach rozmawiał czasem z Gabim, Riccardo i Aitorem.

*** Stanąłem przed domem przyjaciela i zadzwoniłem. Sylwia otworzyła mi drzwi.
- Dzień dobry, Victor!
- Dzień dobry. Czy z Arionem wszystko w porządku? - zapytałem zmartwiony.
Sylwia spoważniała.
- Pogorszyło mu się znacznie. Ma temperaturę 41 stopni Celsjusza.
- Och... Naprawdę źle. Mam nadzieje że wyzdrowieje i to szybko.
- Mhm. Ostatnio bardzo go boli głowa. Ale dobrze, idź do niego już, ucieszy się na twój widok. - uśmiechnęła się.
Wszedłem ostrożnie do pokoju Ariona. Cały pobladł.
- Victor! - ucieszył się widocznie Arion. Gdy Victor usiadł obok niego, wtulił się we mnie. Ale mi to nie przeszkadza. Oddałem pieszczotę.
- Wiesz, ale była afera! Aitor przegiął!
- A co takiego się stało?
- Wyobraź sobie, że Aitor rozwalił lampę na korytarzu. Kopał sobie taką niewielką piłkę, a chwile później trafił idealnie w lampę.
Ma szczęście, że woźnemu udało się ją naprawić! - powiedziałem. Ale nie. Ja i Arion nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu.
-Gdybyś tylko widział jego minę!
po jakichś dziesięciu minutach głośnego śmiechu pozbieraliśmy się. Patrzyliśmy sobie w oczy. Chwilę tak siedzieliśmy w ciszy, po czym jego słodkie oczka straciły błękitny blask i się zamknęły. O nie! Znowu zemdlał! Przyłożyłem rękę do jego czoła. Gorące jak nie wiem co... Chwila... Przecież on ma 41 stopni temperatury! On może umrzeć!
- Sylwio! - zawołałem w stresie. Nie chcę stracić Ariona!
Zestresowana kobieta natychmiast pojawiła się w pokoju.
- O mój Boże, Arion! - wyszeptała.
Wyciągnęła telefon i zadzwoniła po pogotowie. Cała drżała, a ruchy klatki piersiowej Ariona nie były normalne.
Podczas gdy Sylwia wzywała pogotowie, ja trzymałem Ariona w ramionach. Po moich policzkach spłynęły słone łzy.
- Arion, trzymaj się proszę...
Wtuliłem się w niego. Był cały rozpalony i gorący. Gdy kilka minut później zabrali go do karetki, już trochę zdołałem ochłonąć.
Wyszedłem, chwilę popatrzyłem w odjeżdzającą karetkę. Przestałem płakać, ale nadal ciągle myślałem tylko o nim. Gdy wracałem do siebie, spotkałem Riccardo i Gabriela, którzy widocznie sobie spacerowali. Podeszli do niego.
- Victor, co się stało? Masz ślady po płaczu.
Milczę. Jak im powiem, oni też się załamią. Ale nie umiem skłamać. Nie teraz.
- Arion jest na pogotowiu. Może w każdej chwili umrzeć. Chłopacy milczeli, po czym odezwał się Riccardo.
- Nie martw się. Na pewno z tego wyjdzie - uśmiechnął się lekko. Ale widać było przecież, że on stara się okłamać samego siebie.
- Łatwo ci powiedzieć! Gdybyś tam był... On był cały blady! Rozpalony! On ma  41 stopni, z tego co mi powiedziała Sylwia!
Riccardo milczał. Gabriel mnie przytulił, żeby mnie pocieszyć. Ale nic mnie nie pocieszy. Odepchnąłem go od siebie, ale nie za mocno.
- Chcę pobyć sam. Muszę ochłonąć. - po czym odszedłem.

***

Przekręciłem kluczyk w drzwiach i wszedłem do domu. Nic mi teraz nie poprawi humoru ani nie uśmierzy mojego bólu. Nie boli mnie nic innego jak serce. Boję się, że Arion umrze i stracę przyjaciela. Powtarzanie sobie, że wszystko będzie dobrze nic nie da. Nie mogę wytrzymać. Wziąłem nóż z kuchni i lekko przyłożyłem sobie do ręki. Zacząłem go dociskać i przejeżdżać nim po swojej skórze... Chociaż w sumie i tak to nic nie da, to chciałem widzieć jak leje się moja własna krew. Ale rozległo się pukanie do drzwi. Odłożyłem ostre narzędzie na miejsce i otworzyłem. Widok białowłosego mnie zaskoczył.
-Bailong? Czego ode mnie chcesz?
-Przyszedłem w odwiedziny. A co, nie lubisz mnie już?
-To nie tak. Po prostu... Mam teraz okropne chwile w życiu.
-Ach, okej.
Skierowaliśmy się do mojego pokoju.
Usiedliśmy na moim łóżku. Bailong popatrzył się głęboko w moje oczy.
-Od nie tak dawna poczułem, że tęsknie za tobą... - zaczął gładzić mnie po klatce piersiowej dłonią. Przybliżył się do mnie. Czego on do cholery ode mnie chce?
Jego rubinowe oczy były niemal przy moich.
- Victor ja zrozumiałem że... Ja ciebie kocham.
Co?! Ale ja nic nie czuję do Bailonga!
Nie zdążyłem nic powiedzieć, ponieważ Bailong złączył jego usta z moimi. I tak teraz nie mam wyboru - nie puści mnie.
Mój język i język białowłosego zaczęły walczyć o dominację. Przewrócił mnie na pozycję leżącą i stał nade mną na czworaka.
Oderwaliśmy się od siebie, by złapać oddech i znowu zaczęliśmy się lizać. Poczułem dreszczyk. Bailong włożył dłoń pod moją koszulkę i zaczął całować mnie po szyi i robić mi malinki. Przyciągnąłem go do siebie i też zrobiłem mu kilka malinek w rewanżu. Poczułem, że jasnowłosy zaczął ściągać mi koszulkę. Natychmiast odkleiłem swoje usta od niego.
- Wiesz, ja nie chcę tego robić. Po prostu nie chcę.
- Ach, okej. Przepraszam.
Znowu wbiłem swoje usta w jego. Całowaliśmy się tak sporo czasu, po czym usiedliśmy.
- Wiesz, ja... Bailong, ja nie wiem, czy odwzajemniam twoje uczucie. Dzisiaj mnie chyba poniosło...
- Rozumiem.
- Serio? Nie gniewasz się?
- Nie. Jak już dowiesz się, czy też mnie kochasz, czy nie, normalnie możesz mi powiedzieć. - Odpowiedział Bailong bawiąc się ciemnymi włosami Victora. Złożył na jego czole delikatny pocałunek.
- Powiedzmy... Że to było po przyjacielsku.
- Mhm.

---------------------------
Proszę mnie nie szukać z mikserami, paskami, laczkami, miotłami, nożami, podkowami, widłami, laczkomiotłami
i obojętnie czym innym za tą końcówkę!

Love Trial|| Arion x Victor || IEGO|| [ DISCONTINUED ]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz