Czyste, wręcz namacalne błaganie. Właśnie to ujrzałam w jego spojrzeniu w chwili, gdy wypowiedział te słowa. Pierwszy raz jego oczy nie błyszczały z nienawiści, ani pożądania. Nie było w nich też śladu po bezdennej pustce, która przecież tak często je wypełniała, wydając się być jego nieodłączną częścią.
Było tylko pełne desperacji błaganie. Być może przeplecione niezwykle kruchą nadzieją.
Nadzieją, że uwierzę w... No właśnie. W co? Piękne wyznanie miłości, płynące prosto z serca, czy w perfekcyjnie utkane kłamstwo?
Czymkolwiek by nie było, dotknęło najczulszych strun mojej duszy, zasiewając kolejne wątpliwości.
Z każdym dniem było ich coraz więcej i stawały się coraz bardziej dokuczliwe. Byłam już tak bardzo tym zmęczona. Miałam dość walki z własnymi uczuciami. Uczuciami, które nie miały prawa się pojawić. Uczuciami, które sprawiły, że nigdy wcześniej nie czułam się tak żałośnie. Miałam kompletny bałagan w głowie. Wiedziałam, że Maxowi nie można ufać, ale mimo wszystko nie potrafiłam całkowicie wymazać go z pamięci. Zatruł płynącą w moich żyłach krew. Wdarł się do mojego życia i za nic w świecie nie mogłam się go pozbyć.
- Powiesz coś? - przerwał panującą między nami przytłaczającą ciszę.
Przygryzłam wargę tak mocno, że po chwili poczułam w ustach rdzawy posmak krwi. Problem tkwił w tym, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Cały czas wracała do mnie jedna myśl. Co, gdybym rzeczywiście mu uwierzyła? Gdybym pozwoliła sobie pokochać?
Boże... To brzmiało tak abstrakcyjnie.
Przymknęłam powieki, wzięłam głęboki oddech, by po chwili ponownie spojrzeć na stojącego naprzeciwko mnie mężczyznę już ze świadomością, że nasz czas właśnie dobiegał końca, bo podjęłam decyzję. Wystarczyło się jej trzymać.
- Nie sądzę, żebyś potrafił to zrobić - odezwałam się, starając zapanować nad głosem. Ostatnie czego chciałam to to, żeby wyczuł jakiekolwiek wahanie z mojej strony. - Nie nauczysz miłości kogoś, kto jej od ciebie nie chce.
Max opuścił nieznacznie ramiona, i zmrużył oczy. Zupełnie tak, jakby nie do końca zrozumiał sens moich słów, a może po prostu nie miał zamiaru przyjąć ich do wiadomości.
- Rudzielcu. - Cmoknał, powoli kręcąc z dezaprobatą głową. - Jak zwykle twoje piękne usta mówią jedno, ale w oczach widzę coś zupełnie innego. Jestem już tym zmęczony. Ty nie? - Pochylił się. Był tak blisko, że niemal stykaliśmy się czołami. - Kogo próbujesz przekonać? Mnie, czy może raczej siebie? Myślisz, że słowa wypowiedziane na głos mają większą moc? Zastanawiam się, czy twoje zachowanie wynika z pewnego rodzaju naiwności, czy jednak jest wyrachowaną grą?
- Grą? O czym ty znowu mówisz?
- Jedyne, co od ciebie słyszę, to to, że chcesz odejść. Powtarzasz to na okrągło. Do znudzenia. - Przewrócił oczami. - Ale ostatecznie wcale tego nie robisz. Za każdym razem kończysz tak samo. Przy mnie. Zastanawiałaś się dlaczego?
Między nami zapanowała cisza, którą przerwał nagły podmuch wiatru, wprawiający korony drzew w ruch. Odgarnęłam zmierzwione włosy i objęłam się ramionami, próbując rozgrzać zmarznięte ciało. Biłam się z myślami. Naprawdę myślał, że moje zachowanie było grą?
- Bo wcale mnie nie nienawidzisz. Dlatego nie odeszłaś - twierdził. - A może się mylę? - położył dłoń na mojej talii, znowu delikatnie przyciągając do siebie.
Chociaż nie miał w stu procentach racji, nie mogłam powiedzieć, że się mylił. Może i przestałam nienawidzić jego samego, ale za to zaczęłam nienawidzić tego, jak się przy nim czułam, a to zdawało się być znacznie gorsze.
CZYTASZ
Tarantula
Roman d'amourKiedy Cassandra znajduje na ulicy zmasakrowane ciało swojego brata bliźniaka, postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Wychowana w rodzinie handlarzy bronią potrafi posługiwać się nią nawet z zamkniętymi oczami. Kiedy udaje się jej ustali...
