Nie podchodziłam z muzycznej rodziny. Moi rodzice mają wręcz ,, drewniane uszy'', a mimo to zostałam pianistką.
Wszystko zaczęło się gdy miałam 6 lata. Podczas bezcelowego przełączania kanałów przez moją mamę, w pewnej chwili na ekranie telewizora pojawił się pan siedzący przy wielkim czarnym czymś; nie wiedziałam, co to jest. Bardzo zainteresował to ,,wielkie czarne coś'' i poprosiłam moją rodzicielkę, aby cofnęła się do programu, który pokazywał obiekt moich dziecięcych rozmyślań.
Ku mojemu zdziwieniu to czarne coś wydobywało dźwięk. I to nie byle jaki! Przez całe 4 godziny siedziałam przed telewizorem, i oglądałam zmagania uczestników konkursu Chopinowskiego. Byłam zachwycona i zafascynowana pięknymi kompozycjami wydobywających się z tajemniczej konstrukcji. Już wtedy wiedziałam, że chce robić to, co te eleganckie panie i panowie robią, że też chcę grać na tym wielkim czarnym czymś.
Kiedy dowiedziałam się, że ten magiczny przedmiot nazywa się fortepian (bardzo spodobała mi się ta nazwa), błagałam rodziców, aby zapisali mnie na lekcje gry.
Moi rodziciele nie byli zamężnymi ludźmi; nie było ich stać na prywatne lekcje, więc zapisali mnie do szkoły muzycznej, do której miałam zacząć chodzić od przyszłego roku szkolnego.
I tak w wieku 7 lat zaczęłam przygodę z muzyką.
Gdy przyszłam pierwszy raz na lekcję instrumentu głównego, pani profesor, zapytała się mniej czemu akurat wybrałam fortepian. Kiedy opowiedziałam jej o tym, co widziałam w telewizji zeszłej jesieni, wytłumaczyła mi, że to był konkurs Chopinowski. Powiedziałam jej, że kiedyś chciałabym w nim wystartować. Wyśmiała mnie. Jak dla niej byłam zbyt ,,zwykła i za stara", gdyż nie miałam 3 lat, bogatych rodziców, a nawet muzyka w rodzinie. Ale ja wiedziałam co chce robić w życiu.
Mijały lata, a moja determinacja i moje ambicje z każdym rokiem rosły.
Każdy głos zwątpienia skierowany w moją stronę motywował mnie do coraz to cięższej pracy.
Kiedy moi rówieśnicy zawierali znajomości z kolegami i koleżankami z klasy, ja zawierałam je z dziełami Beethovena i Mozarta.
Czas liceum spędziłam na jeżdżeniu na coraz to poważniejsze konkursy. Kiedy inni próbowali zrozumieć matmę, ja próbowałam zrozumieć geniusz Chopina. Skończyłam II stopień z wyróżnieniem, i dostałam się do Bydgoszczy na studia pianistyczne - podobno najlepsze w Polsce.
Później nadeszły studia, a wraz z nimi nowi profesorowie i coraz więcej pracy. Już się nie dostawało nagany za nie nauczenie się na pamięć utworu - za to się wylatywało. Jeździłam wtedy na wiele klas mistrzowskich do pianistów z innych akademii.
Skończyłam studia w wieku 24 lat, więc do konkursu Chopinowskiego zostały 2 lata. W tym czasie jeździłam po całej Polsce i obywałam się ze sceną, grając tylko Chopina. Oczywiście też intensywnie ćwiczyłam technikę pod okiem pani profesor z uczelni - bardzo dobrze ją wspominam.
I wreszcie nadszedł kwiecień i wraz z nim przesłuchania, taki etap ,,0" konkursu Chopinowskiego. Poszły mi one dobrze, ale na pewno było stać mnie na więcej. Miałam do siebie pretensje, ale przeszłam, więc cel osiągnięty.
Październik - w życiu nie przeżyłam tyle emocji ile w tym miesiącu. Pierwszy etap poszedł mi dobrze, nawet bardzo dobrze. Nawet podszedł po występie do mnie pewien skośnooki i powiedział, że jestem jego kandydatką na wygraną. Moja pianistyczna samoocena sięgnęła wtedy nieba.
W następnym, drugim etapie zagrałam jeden z moich ulubionych utworów - balladę g-moll. Powoli budziłam się z otępienia spowodowanego spełnieniem się mojego marzenia.
Kiedy pierwszy raz przypadkowo zaczęłam oglądać konkurs Chopinowski trwał wtedy trzeci etap.
Dlatego najbardziej go lubię i mam do niego wielki sentyment.
Głównym utworem mojego programu na tym etapie była sonata h-moll.
Po koncercie pani profesor do mnie podeszła i powiedziała:
-Finał masz jak w banku.
I tak też się stało. Moja motywacja do grania, sięgnęła apogeum.
Jak szalona rzuciałam się do bezlitosnego "katowania" koncertu
f-moll po 10 godzin dziennie.
I przyszedł finał. Mój osobisty symbol porażki, niespełnionych oczekiwań
i zgubionego pierścionka - okazało się, że jak schodziłam ze sceny, to zsunął mi się z palca.
Dostałam od życia kubeł lodowatej wody z kawałkami lodu, który bezlitośnie skaleczył moją wrażliwą duszę artysty.
YOU ARE READING
Fortepian Chopina
Random18 lat marzeń. 18 ciężkiej pracy. Dziesiątki tysięcy, jak nie setki poświęconych godzin. Jeden konkurs. Jeden finał. Jeden błąd. Agata jest obiecującą polską pianistką. Jej marzeniem od najmłodszych lat to wygrać Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka C...
