Hej...
Wahałam się czy w ogóle pisać ten post, ale potrzebuję komuś o tym powiedzieć i jeśli nie chcecie sobie psuć humoru, nie musicie tego czytać :D
Ogólnie od października w mieszkaniu, gdzie wynajmuję pokój mieszka pewna osoba. Z początku było fajnie, wydawało mi się, że mamy podobne pasje i zainteresowania, poza tym mogłam się od niej sporo nauczyć jeśli chodzi o język obcy (a jestem zawsze chętna żeby uczyć się języków obcych), jednak po jakimś czasie ta osoba stawała się coraz gorsza... Pierwsze kilka tygodni, kiedy słuchała głośniej muzyki i co jakiś czas nuciła jeszcze dało się przetrwać, ale po jakimś czasie stało się to męczące. Nawet wszelkie rozmowy telefoniczne było (i jest) dokładnie słychać w całym mieszkaniu.
Od tygodnia też zaczęłam też być nieco głośniej, bo już miałam dość. W czym jestem 'gorsza'? Dlaczego ja nie mogę sobie pośpiewać i puścić głośniej muzyki raz na jakiś czas? Szczególnie że nigdy nie byłam jakkolwiek głośna w czasie ciszy nocnej, a ta osoba potrafiła puszczać muzykę do 2 w nocy (ja z reguły wstaję koło 5/6 rano na studia). Jednak, kiedy to ja zaczęłam zachowywać się nieco jak ona, nagle stałam się tą 'złą'. Nie odzywa się do mnie (akurat to mi nie przeszkadza) i na początku nawet próbowała ze mną konkurować, zwiększając głośność swojej muzyki. Może nie byłoby tak źle, gdybym nie usłyszała dziś jej rozmowy telefonicznej (którą raczej wychwyciłam prawidłowo, bo serio chyba włączyła głośnik w telefonie i gadała), że uważa mnie za nienormalną.
Może nie jest to nic obraźliwego, ale w tamtym momencie zdawało mi się, że wracają do mnie wspomnienia z podstawówki, liceum i jedno nawet ze studiów... Wiem, że może odstaję od społeczeństwa, ale przez takich ludzi zaczynam się bać czy na pewno nie jestem dla kogoś ciężarem i nie zawadzam nikomu w życiu. Od kiedy jestem na tej stancji, poznałam osobę, z którą nawiązałam super kontakt, ale przez słowa tamtej, boję się żebym nie straciła przyjaciółki... Może panikuję, ale to mnie przeraża...