BiBiankaPL
Dokończyłam dzisiaj oglądanie trzech różnych animców i przeżyłam dwa wielkie rozczarowania oraz jedno zniszczenie psychiki. Postanowiłam więc podzielić się z kimś swoimi przemyśleniami (mój brat ma mnie już dosyć).
Uwaga, mogą pojawić się tyciutkie spojlery!
W końcu obejrzałam 15. i 16. odcinek czwartego sezonu "Classroom of the elite". Wypuścili je chyba ze dwa miesiące temu, ale nie wiedzieć czemu, zapomniałam ich obejrzeć. Tutaj przeżyłam chyba największy zawód. Pierwsze trzy sezony są generalnie bardzo dobre. Mają lepsze i gorsze momenty, ale ogólnie to świetna historia. Tymczasem czwarty sezon...
Zacznijmy od tego, jak szybko płynie tam czas. Sezon jest dłuższy od każdego poprzedniego, a mimo to trzy miesiące mijają tam w mgnieniu oka. Nie widzimy za dużo intryg, do których przywykliśmy, w trakcie roku szkolnego. Chyba ponad połowa sezonu jest przeznaczona dość nieciekawemu "specjalnemu wyzwaniu na wyspie".
Kolejna sprawa: niekonsekwencja. Pod koniec trzeciego sezonu dyrektor Tsukishiro zapowiada Ayanokoujiemu, że do pierwszej trafi wychowanek White roomu, którego zadaniem będzie wywalić go ze szkoły. Jeśli Ayanokouji nie zdoła wytropić go w pierwszym miesiącu, zostanie odesłany do White roomu. Ayanokoujiemu nie udaje się wytypować tego ucznia aż do momentu, w którym on (a właściwie ona) sama mu się przyznaje. Mimo to, zostaje w szkole.
Dalej: nowe postaci. Housen jest irytującą kopią Ryuena z pierwszego i drugiego sezonu, Tsubaki ma niejasne motywy (nazwiska jej przybocznego nawet nie pamiętam), a Yagami zapowiadał się na inteligentniejszego i bardziej ogarniętego (pierwotnie rozważałam go jako podejrzanego o bycie wychowankiem White roomu). Najciekawsza wydaje mi się postać Nanase, chociaż też trochę ją spartolili.
Końcówka była bardzo niesatysfakcjonująca. Nie było wielkiego triumfu Ayanokoujiego, którego można było oczekiwać po wszystkich poprzednich sezonach.
Wątek Karuizawy - totalnie niewykorzystany, chociaż tutaj akurat można to obronić.
Cd w kom
BiBiankaPL
Podsumowując: pierwszy sezon jest niezwykle uroczy i przyjemny do oglądania, ale drugiego totalnie nie polecam, bo można doznać skrętu z żenady i nudności z przesłodzenia. Mimo to, bardzo doceniam dojrzałe podejście do życia intymnego, jakie prezentuje anime.
I przyszedł czas na moje zniszczenie psychiczne, ale równocześnie nowe anime do kolekcji "perełki". Obejrzałam "Kusuriya no Hitorigoto", znane lepiej pod angielską nazwą "Apothecary diaries".
Oioioi, jakie to było dobre! Wspaniały humor, przyjemna animacja, dużo ciekawych postaci, interesujące "sprawy" i przede wszystkim świetna fabuła. Wiele seriali, filmów, anime, książek ma problem ze zrobieniem dobrego sequela (przykłady CotE i OtoTen), natomiast mam wrażenie, że drugi sezon Kusuriya no Hitorigoto był nawet lepszy, niż pierwszy. Jego końcówka zniszczyła mnie psychicznie, ale w taki... pozytywny sposób, o ile można tak powiedzieć. Zupełnie różniła się od początku anime, ale dała okazję do świetnego rozwoju postaci.
Tutaj mniej szczegółowe omówienie, bo nie chcę spojlerować tym, co jeszcze nie oglądali.
A, jeszcze jedno. Czy to nie jest trochę dziwne, że w państwie, które było mocno inspirowane Chinami w okresie VII-X wieku powszechnie znana jest resuscytacja krążeniowo-oddechowa?
Polecam obejrzeć, niedługo wychodzi nowy sezon!
Uhu, ale się rozpisałam. Strasznie się zawiodłam CotE i OtoTen. Musiałam gdzieś wylać swój żal, bo naprawdę czekałam na te sezony...
Miłego dnia ✨
•
Reply
BiBiankaPL
To co mi się podobało, to muzyka. Oczywiście cudowny soundtrack i świetne zarówno opening ("Monster" od Eir Aoi), jak i ending (Liar's veil" od ZAQ).
O, mega było też to, jak Ayanokouji rozgryzł i udaremnił plan Amasawy, Housena i Nanase, nakierowując nóż prosto na swoją dłoń. To był ten Ayanokouji, którego znamy.
Podsumowując: polecam to anime, chociaż pierwsze trzy sezony są o wiele lepsze, niż czwarty. On był po prostu mocno średni.
Drugie wielkie rozczarowanie to drugi sezon "Otonari no Tenshi-sama ni itsunomanika dame ningen ni sareteita ken". Tutaj z kolei doskonale pamiętam, dlaczego rzuciłam oglądanie tego w cholerę.
Jedno słowo opisuje cały ten sezon: NUDA. Nic się nie dzieje. Wiadomo, że trudniej jest przedstawić relację romantyczną zamiast jej rozwoju, ale żeby aż tak to zepsuć? W każdym odcinku bohaterowie są aż do przesady dziecinni, słodcy i niezręczni. Ich rozmowy wydają się być strasznie nienaturalne.
Na początku myślałam, że ta niezręczność i nienaturalność to po prostu pomysł, aby pokazać młodym ludziom, że ich pierwsza miłość nie musi wyglądać jak w filmie. Może być niezręcznie i głupio. Tylko, że można było przynajmniej dać tu jakiś konflikt. Pokazać, że to też naturalne.
Tymczasem na przestrzeni dwunastu odcinków Fujimiya i Shiina ANI RAZU się nie kłócą. Siedzą sobię obok siebie, przytulają się, całują. Czy to normalne, że dwójka młodych dorosłych rumieni się za każdym razem, gdy ich druga połówka powie "dziękuję", albo "jesteś uroczy"?
Oprócz tego rzecz, która była obecna też w pierwszym sezonie, ale nie było jej aż tak widać. Animacja scen przytulania, całowania i innych tego typu rzeczy jest bardzo, bardzo, BARDZO sztywna. Nie widać tego, że ktoś rzeczywiście przyciska kogoś mocno do siebie. Jak byłam sporo młodsza i rysowałam jakieś komiksy z shipami, to te rysunki wyglądały nieco podobnie. Były straszliwie sztywne. Uważam, że to nie do pomyślenia w anime typu romans i to wydanym w roku 2026.
Cd w następnym kom hihi
•
Reply