Dobry wieczór.
Jeśli to słyszysz, znaczy, że noc zrobiła się wystarczająco cicha.
Albo wystarczająco głośna — zależy, czego próbowałeś dziś nie słyszeć.
Święta mają w sobie ten szczególny rodzaj ciszy.
Takiej, która nie uspokaja.
Takiej, która tylko czeka.
W latach dwudziestych Nowy Orlean nie gasł po zmroku, nawet w Wigilię.
Radio nie było wtedy tłem — było obecnością.
Ludzie zostawiali odbiorniki włączone, gdy wychodzili z pokoju,
jakby bali się, że cisza zapamięta ich lepiej niż dźwięk.
Mówiono, że nocne audycje wracają do tych samych mieszkań.
Nie dlatego, że ktoś je planował.
Dlatego, że ktoś słuchał.
Jeśli więc siedzisz teraz sam,
zbyt skupiony na tym, co dzieje się w twojej głowie,
wiedz, że radio zawsze było dobre w porządkowaniu chaosu.
Wystarczy jeden głos.
Jedna częstotliwość.
Jedna decyzja, by nie wyłączać.
To tylko historia — oczywiście.
Ale historie mają brzydki zwyczaj odpowiadać,
kiedy traktuje się je zbyt uważnie.
Zostań jeszcze chwilę.
Nie każda cisza oznacza koniec transmisji.
Czasem to tylko moment,
w którym ktoś nachyla się bliżej mikrofonu.
Wesołych Świąt.
I dziękuję, że zostałeś na częstotliwości.
Transmisja trwa.