OKEJ
Co byście powiedzieli na wróżki, które mogą "zainfekować" kogoś swoją "wróżkowatością"
Na przykład przez danie buziaka w czoło jakiemuś ludzkiemu dziecku
W celu znalezienia "naczynia" dla swojej magii, bo gdy dziecko rośnie to magia tej wróżki rośnie razem z tym dzieckiem i wróżka po śmierci tego później już nie dziecka tylko dorosłego/staruszka może tą magię odebrać powiększoną
Potem dostajemy ludzi, którym wyrastają skrzydła, mają jakieś magiczne kolory włosów i oczu, mają jakieś pomniejsze moce magiczne
I pomyślcie o zwykłych ludziach. Oni uznaliby to przecież za plagę. Za chorobę. Za klątwę, której trzeba się pozbyć. Zapewne zaczynając od ludobójstwa "zainfekowanych" kończąc na ludobójstwie wróżek
I pomyślcie, że jeden z głównych bohaterów jest "zainfekowany" i to ukrywa, ale potem nagle jego sekret zostaje odkryty and he has to DEAL WITH IT
XDDDDD
Co o tym myślicie?