Chyba ciężko jest nie być rozczarowanym, w momencie w którym zawodzi nas nasz autorytet w danej dziedzinie. Ale chyba szczególnie dobijające jest to w przypadku pracy kreatywnej. Wiele ludzi, a już napewno większość artystów, usłyszało od kogoś przytyk, bądź stwierdzeniem „Sztuczna inteligencja zabierze ci pracę”. Jest to temat niezwykle trudny i smutny temat w gronie twórczym. Budzi wiele emocji, szczególnie wyróżniającą się jest napewno gniew. Jesteśmy źli że społeczeństwo wydaje zgodę na na to co dzieje się z AI. Jesteśmy źli że ludzi przejmują pieniądze a nie emocje. Bo tym właśnie jest sztuka. Emocjami. Uczuciami. I wszystkim tym co sprawia że jesteśmy ludźmi. Dlatego właśnie sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić artystów. Jest w stanie zastąpić ludzi na niektórych stanowiskach (np. informatycznych) ale nie zastąpi sztuki. Stąd właśnie moje całe rozgoryczenie sprawą Olgi Tokarczuk która wypowiada się o AI niesamowicie pochlebnie. Pani Olga jako noblistka, jest niezwykłym autorytetem dla pisarzy i pisarek. Szczególnie młodego pokolenia. Jest przykładem w dziedzinie literatury. Pokazuję że książki w XXI wieku wciąż mają znaczenie. Dlatego tak oburzające są jej słowa o używaniu AI podczas procesu twórczego. Cytując mówi np. „Wbrew obawą uważam, że my pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybszej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI”. Mówi też o tym że jest to narzędzie pobudzające kreatywność, równocześnie wypowiadając zdanie: „Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą - kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć-„ nie tylko wprost przyznając się do korzystania z AI do zwyczajnego poprawiania swoich tekstów, nie tylko zaprzeczając swoim słowa o kreatywności, ale także personifikując narzędzie, zacierając tym samym granicę między ludźmi a sztuczna inteligencja. Sama nie wiem która z tych rzeczy jest dla mnie bardziej oburzająca i rozczarowująca.