idylliczna

Witam! Zapraszam do przeczytania moich powieści z gatunku romantasy - jedna mroczniejsza, druga cozy. ;)
          
          Posłanniczka - W krainie, gdzie magię posiadają nieliczni, na progu Zakonu Posłanników znaleziono niemowlę. Dziewczynka, wychowana wśród zimnych murów i surowych zasad, dorasta, nie znając prawdy o swoim pochodzeniu. Gdy odkrywa w sobie moc ognia, trafia do elitarnego grona adeptów szkolonych na Posłanników.
          
          Z czasem jednak na idealnym wizerunku Zakonu pojawiają się rysy. Dlaczego ci, którzy go opuścili, zaczęli do niego nie wracać? Kiedy znikają jej najbliżsi przyjaciele, dziewczyna decyduje się na ucieczkę. Poza murami Zakonu czeka świat pogrążony w wojnie, o której istnieniu skrzętnie milczano. Tam spotyka generała, człowieka o nieprzeniknionych zamiarach. Ich sojusz rodzi się z konieczności, lecz szybko przeradza się w niebezpieczne przyciąganie.
          
          Czy zdoła odnaleźć tych, których straciła, zanim płomień w niej samej wymknie się spod kontroli?
          
          Rozkwit - Co, jeśli największym aktem odwagi nie jest ocalenie świata... lecz pozwolenie sobie na miłość?
          
          Meara jest tylko wróżką - przynajmniej tak sama o sobie myśli. Podczas uroczystości urodzinowych jej królowej, przypadkiem trafia na Einara, władcę królestwa, który dawno pogodził się z myślą, że miłość nie jest mu dana. Ich spotkanie miało być nic nieznaczącym zbiegiem okoliczności. Los jednak szybko zamienia je w początek historii, od której nie ma odwrotu.
          
          Gdy Święte Drzewo zaczyna obumierać, Meara zostaje wybrana, by spróbować je ocalić. Jej droga prowadzi do wilgotnych ziem królestwa Marbhów, gdzie jako gość zamieszkuje u boku władcy trawionego troską o przyszłość swoich ziem. Wśród mokradeł, odradzających się ogrodów i wspomnień dawnych strat rodzi się między nimi więź. A im bardziej się do siebie zbliżają, tym wyraźniej rozumieją, że zagrożony jest już nie tylko los królestwa, lecz także ich własne serca.
          
          https://www.wattpad.com/user/idylliczna

DD_DlaDoroslych

Tamte miłości miały smak niedojrzałych jabłek, ale to namiętności sprawiały, że topniały śniegi.
          
          Pewna dziewczynka spędziła dzieciństwo w sadzie, pośród jabłoni. I jak wszystkie dzieci była nieświadoma, jak poważne w skutkach mogą okazać się pierwsze miłostki. Ona nauczyła biednego chłopca czytać, a on ją wspinaczki na drzewa. Nieraz wymieniali się jabłkami. Wkrótce zaczęli wymieniać z sobą pierwsze pocałunki.
          Los i kilka zbiegów okoliczności doprowadziły młodych do rozłąki, a dziewczynę wepchnęły w ramiona sporo od niej starszego muzyka i biznesmena. Nastała zima, zaczęła szczypać w uszy i czerwienić policzki. Przyniosła też z sobą pierzynę śniegu. Puszystą i zimną zarazem. Przyjemną i surową jednocześnie.
          Dziewczynka przestała być dzieckiem. W zimowej scenerii została żoną. Wkrótce po tym matką. Z drzew leciały jabłka, z nieba śniegi, zaczęła dzielić czas na zimy i jesienie.
          
          https://www.wattpad.com/story/190437911-jab%C5%82ka-i-%C5%9Bniegi

DD_DlaDoroslych

Wjeżdżamy do strefy promu. Legitymuję się jedynie czymś na wzór starego paszportu lub jeszcze starszego dowodu, który wiem jak wyglądał tylko dlatego, że moja matka zostawiła sobie taki na pamiątkę, gdy w obowiązku było wymienianie dokumentów na plastikowe. Cieszę się, że wcześniej pozostawiłam go na siedzeniu samochodu, bo gdyby był w torebce, tak jak przepustka, to teraz miałabym niemały problem.
          
          – Wraca pani do Viridi pace? – pyta strażnik. W jednej dłoni trzyma coś na wzór latarki, a w drugiej mój paszport, dziś często zwany rodowodem. Nie ma na sobie kamizelki kuloodpornej ani kombinezonu moro. Jest w garniturze i płaszczu. Od innych mężczyzn odróżnia go tylko symbol na opasce, którą ma założoną na lewe ramię.
          
          – Tak, proszę pana – odpowiadam, jednocześnie wypatrując czy na wodzie stoi jakiś prom, który dostarczy nas do miejsca zamieszkania.
          
          – Poproszę przepustkę. – Strażnik przekłada mój rodowód do ręki ze skanerem i wyciąga dłoń w moją stronę.
          
          – Wracam do domu, więc to nie powinno być konieczne – zauważam na głos.
          
          – I normalnie by nie było, ale imperator Viridi pace zamknął granice. Bez przepustki żadna kobieta nie zostanie wpuszczona na prom.
          
          – Tłumaczę panu, że ja wracam, a nie uciekam – powtarzam z naciskiem.
          
          – Nie da się przejść granicy bez przepustki – trwa przy swoim ten cholerny służbista.
          
          – Jestem żoną imperatora Viridi pace. Żoną Bruce BraveWinnera – tłumaczę ostrym, stanowczym, może nawet trochę agresywnym tonem.
          
          – Wiem – odpowiada spokojnie strażnik. – Ale to niczego nie zmienia – uświadamia mnie.
          
          To boli. Z jednej strony jest się kimś. Ludzie mnie znają i szanują, a z drugiej, bez piśmiennej zgody męża, nie mogę wjechać na głupi prom, gdy on zapragnie mieć taki kaprys.
          
          https://www.wattpad.com/story/209259481-novus-ordo-bruce-katerina