Kochani, dostałam dzisiaj wiadomość w stylu „dawaj coś o jej problemach z jedzeniem” i ja wszystko rozumiem, naprawdę. Wiem, że to jest jeden z głównych wątków tej historii i że wiele osób właśnie dla tego aspektu ją czyta, ale chciałabym wam też trochę wyjaśnić, dlaczego nie chcę, żeby cała historia Juliette kręciła się wyłącznie wokół jej zaburzeń. Jej problemy z jedzeniem są bardzo ważną częścią jej historii, ale nie są całą Juliette. Ona nie ma być przez cały czas tylko dziewczyną, która zmaga się ze swoim jedzeniem, a każdy jej dzień nie może sprowadzać się do tego, co zjadła, czego nie zjadła i jak się z tym czuje. Chcę pokazać również to, że można powoli wychodzić z takiego miejsca. Że uzdrawianie nie zawsze wygląda jak wielki przełom, czasami jest to naprawdę mały krok, potem kolejny, czasem cofnięcie się o dwa, a później znowu próba. I właśnie dlatego Draco jest przy niej. Nie po to, żeby ją „naprawić”, bo żadna osoba nie może zrobić tego za drugą, tylko żeby dać jej poczucie, że nie musi przez wszystko przechodzić sama. Chcę, żebyście obserwowali nie tylko jej chorobę, ale przede wszystkim ją samą, jak powoli odzyskuje siebie, swoje życie, relacje, poczucie bezpieczeństwa i rzeczy, które wcześniej zabierały jej zaburzenia. To, że w pewnym momencie nie będę cały czas wracać do jej problemów z jedzeniem, nie oznacza, że ten wątek zniknął. Wręcz przeciwnie. To oznacza, że Juliette zaczyna żyć czymś więcej niż tylko swoją chorobą. I właśnie to jest dla mnie najważniejsze w jej historii. Nie chcę pokazywać jej wiecznie tkwiącej w tym samym miejscu. Chcę pokazać drogę ku górze, spokojną, nierówną, czasami cholernie trudną, ale jednak drogę do przodu.