Zupełnie przeredagowałem "***(w wierszu o mnie samym)". Od zawsze czułem, że nie koresponduje ze mną w stu procentach - teraz jest inaczej, lepiej.
Wiersz o wielkim głodzie bliskości, który kończy się przesytem. Znajdziecie w nim ból Borszewicza, chłód i dystans Szymborskiej, ale też pewną ulotność i przenikliwość Poświatowskiej. To poezja „brudna” od emocji, ale „czysta” w formie.
Wierzę, że ktoś to jeszcze czyta, dlatego tylko dodam, że coraz częściej myślę o tym, żeby wydać swój tomik. Mam już na karku blisko 30 lat, kilkanaście wierszy, z których jestem zadowolony. To chyba powoli ten czas.