Od dnia 04.03 do 06.03, czyli do dzisiaj poddawałem moje szare komórki najbardziej barbarzyńskiemu, choremu oraz niehumanitarnemu traktowaniu w całym moim życiu poprzez najbardziej nieludzką rzecz jaką mógł wynaleźć tylko szaleniec... Czyli matury próbne ಥ_ಥ
I powiem tak... W środe pisałem polski i czułem się jak szef pisząc to co mi wpadło do tej pustej głowy więc mam nadzieję że było git... W czwartek pisałem matematyka, która była ku*wa jednym wielkim dramatem, że sam Szekspir może się schować z tymi swoimi książeczkami, w książkach z wzorami prawie w ogóle nie znajdowałem wzorów, które mogły by mi pomóc i leciałem na ślepo, więc jak jakimś Bożym cudem zdobyłem te 15 punktów, to będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie... Dzisiaj w piątek właśnie skończyłem pisać Anglika, która okazał nie taki straszny, słuchowisko też dało się przeżyć, ale kto wie jak mi poszło ¯\_(ツ)_/¯
A jak tam u was w ogóle? Wszyscy w domu zdorwi? (◡ ω ◡)