okej jestem pozytywnie zaskoczona.
przeczytałam tcotd po angielsku, bo:
a) na empiku była fajna promocja
b) dupa mnie swędziała.
chciałam zamieścić tu długi wpis, ale wpisy mają ograniczenia. więc tak, nie żeby książka wad nie miała. niewybaczalna niespójność z poprzednimi seriami, wątpliwie wyważona groteska i sposób, w jaki potraktowano willa solace'a (kocham rekonstrukcję fanfikowych wyobrażeń z "wieży nerona" oraz fakt, że riordan się jej trzyma, ale mógł dać willowi głos w paru adekwatnych momentach i wyplenić silne wrażenie, że on nie istnieje w oderwaniu od nica) (btw czy tylko ja zauważam że większość postaci zwracając się do ich dwójki zwraca się tylko do nica?) ale poza tym...
lekka, a przy tym wciągająca historia. vibe w porządku, nie aż tak dziecinne jak kucyki pony, czego się obawiałam po opisie. hazel levesque i jej perspektywa. lavinia asimov. naomi solace. nowe postacie, które dają się lubić. ale przede wszystkim nico di angelo - obawiam się że cały budżet willa trafił do niego, co ma swoje dobre i złe strony. wbrew reklamom krzyczącym SOLANGELO EVENT ROKU podtytuł jest dość jasny. już wcześniej mieliśmy do czynienia z narracją nica, ale tutaj? uwielbiam go. nie mogłam się oderwać.
opus magnum riordana i oshiro to to nie jest, ale wrócę do lektury bez przymusu