Szczerze, przez myśl mi nie przeszło, że odzyskam to konto. Że będzie dla mnie możliwym tu wrócić i może znowu, raz na jakiś czas, coś tu dodać.
A jednak znowu jestem. Znowu w takiej samej rozsypce, jak w momencie powstania tego konta. Znów szukając zrozumienia, poprzez wrzucanie tu tego, co gra mi w duszy.
Nie wiem czy ktoś z was jeszcze pamięta o tym koncie, jest tu, ale mimo wszystko chcę podziękować wszystkim, którzy tu weszli. Za to, że gdy mnie nie było, wy byliście i pokazywaliście, że takie profile też istnieją. Że mogą dać zrozumienie i odjąć z barków to poczucie wyobcowania, które wiele osób zna, myśląc, że są w swojej ciemności całkiem sami i jedyni. Że nikt tego nie zna.
Teraz ja też tu jestem. W takę samej rozsypce jak te prawie dwa lata temu. A jednak pojawiły się przy mnie osoby, które dowiedzoły się w jakim bagnie jestem. Mimo to zostały. Pokazały, że jednak się da. I nie piszę tego w złych zamiarach. Chcę pokazać, że są osoby, które są w stanie, może nie pomóc, ale być. A to jest chyba najważniejsze: obecność i szczera chęć wsparcia. Czasami, pomimo wcześniejszych krzywd, warto spróbować zaufać jeszcze raz. Nie od razu, bez pośpiechu, w swoim tempie. Mi się to opłaciło.
Czemu piszę tu coś takiego? Nie wiem. Chyba po prostu tak czuję. A skoro w realu zawsze ukrywam to ,co jest wewnątrz mnie, to może to będzie moje miejsce szczerości? Bo w końcu to też jest potrzebne, nie?
Tak więc co? Jestem spowrotem.