@ inflagrantedelictoo *przepraszam, że odpowiadam kilka miesięcy po komentarzu, jednak wszyscy wiemy jak działają powiadomienia na wattpadzie* A więc, jest to bardzo ciekawa i wciągająca historia! Pośród tlących się światełek w oknach wierzowcow zaśmiecających stolicę, pomiędzy tysiącami szyldów głoszących "kebeb" (jest ich od cholery, ja nie wiem po co tyle tego), wśród weekendowego zgiełku za czasów, gdy ludzie nie studiujący medycyny nie znali frazy "koronawirus", skąpana w mroku czaiła się nadwyraz wysoka istota. Umięśniona postura wraz z długą, siwą brodą w stylu Dumbledora nasuwała na myśl... no dobra, nic nie nasuwała. Kontynuując, był to Zeus - Bóg bogów, Władca Olimpu, straszny narcyz, Pan i Władca - który został przysłany by zapewnić pokarm w związku z pięćdziesiątym trzecim (w tamtym roku) pożarem, który strawił olbrzymie zapasy klopsików Pudliszki i mrożonych warzyw Hortex. Najwyższy z bogów był jednak straszną sknerą, więc kierując się pradawną sztuką Januszowych sztuk walki, połączonych z dawno zapomnianym Chlaj-Taj wyśledził małą, zagrzybiałą budkę, w której sanepid chyba nie gościł od dekad, oraz zamówił dla każdego ze stałych mieszkańców Olimpu po nocnym napadzie bólu, związanym ze słabą jakością składników oraz ich zepsuciem. Dumny z siebie, z zaoszczędzonymi dwudziestoma drachmami powrócił... a tak serio, to moja rodzicielka szlajała się po mieście i przywiozła mi tego zawijańca <3