Zdałam sobie sprawę, że niezauważalnie (bo w marcu!) minął rok, odkąd zaczęłam tutaj publikować. Był to rok, który nie tylko wiele mnie nauczył, ale też bardzo wiele zmienił w sposobie, jaki patrzę na pisanie.
Co dalej? Radośnie donoszę, że nowy projekt został skończony kilka dni temu i wysłany do moich recenzentek. Sama powoli wrzucam szkice rozdziałów tutaj i sprawdzam je pod kątem błędów, ale zawsze dobrze jest mieć kilka innych par oczu, które dostrzegą to, co ja przeoczyłam.
Jaki będzie to tytuł? "Maszynopis".
Jaki gatunek? Thriller psychologiczny z elementami romansu WLW.
A o czym? Patrz niżej.
Od momentu pisarskiego debiutu Reese Ertman skrupulatnie ukrywała swoją prawdziwą tożsamość za chirurgicznymi maskami i pseudonimem, nie chcąc dzielić się własnym życiem z czytelnikami. Jednak gdy podczas spotkania z fanami jeden z nich próbuje odsłonić jej twarz, a do wydawnictwa, dla którego pracuje, zaczynają trafiać obsesyjno-miłosne listy, Reese zostaje zmuszona do skorzystania z usług agencji ochrony. Zupełnie przypadkowo odkrywa, że jedna z pracujących tam osób - Mara Fenwick - to kobieta, do której Reese musiała zdusić uczucia niemal dekadę wcześniej.
Czy pisarce uda się bezpiecznie doczekać schwytania stalkera, czy odkryta przez nią prawda sprawi, że cierpliwość okaże się luksusem, na który nie będzie mogła sobie pozwolić?
"Maszynopis" skupia się nie tylko na motywie stalkingu i obsesji, ale też na relacji autora z pisanym przez niego tekstem i tym, kim staje się, gdy przestaje się go widzieć tylko przez pryzmat tworzonych historii.
I tym o to podsumowaniem życzę wam miłego wtorku. Trzymajcie się!