Może niebawem zacznę wrzucać tu moją autorską pracę. Większość rad, jakie dostaję w kwestii jej ewentualnej promocji, sprowadza się do reklamowania się na TikToku i Insta.
No i podobno tam, niestety, mój wysiłek nie kończyłby się na wrzuceniu zdjęcia okładki, bo trzeba jeszcze robić rolki, karuzele i ch*j wie co jeszcze.
Wychodzi na to, że nie dość, że człowiek spędza masę czasu na pisaniu książki, to potem musi oddać kolejne godziny życia na tworzenie tych wynalazków, by przyciągać (w teorii) tłumy czytelników.
Przejrzałam kilkanaście profili autorskich na TikToku i prawie każdy wygląda tak samo: w większości mnóstwo zdjęć wygenerowanych przez AI albo zajumanych z Pinteresta (na których bohaterowie wyglądają niemal identycznie), z powklejanymi kwestiami dialogowymi. Szansa, że akurat któryś z moich filmików przebiłby się do potencjalnych czytelników przez to sito, jest chyba... żadna.
Przyznam się Wam w tajemnicy, że prawie w ogóle nie jestem „książkarą” i do niedawna nie miałam zielonego pojęcia, jak wygląda taka promocja.
Cieszę się, że nie planuję kariery pisarskiej, bo gdybym miała talent i chciała wejść w tę branżę, to bym się załamała. Pewnie byłabym niejako zmuszona (przez wydawcę) do takiej promocji, a to potwornie czasochłonne. Wizja robienia takich rzeczy w ogóle nie sprawia mi przyjemności...
Być może to dlatego, że sama książka, którą mam tu wrzucać, niezbyt mnie kręci. Jednakże planuję ją tu udostępnić dlatego, bo mam taki kaprys. A trylogia, nad którą pracuję równolegle i jest moim "dziełem życia", raczej nigdy tu się nie pojawi, bo kompletnie tu nie pasuje.