Kochani, wstyd się tutaj przed Wami płaszczyć, ale chcę podać Wam powód tak długiej nieobecności, bo zasługujecie na to, by wiedzieć, czemu ot tak zniknęłam. Nie, nie zostawiłam wszystkiego, to nie tak, że znudziło mi się to albo stwierdziłam, że i tak nikt nie czyta moich prac, więc po co je pisać.
Niektórzy z Was wiedzą, że w piątek skończę gimnazjum. Jestem jeszcze niedojrzałą smarkulą, która dopiero co przeżyła piętnastą wiosnę, a już musiałam podjąć decyzję, co do mojej przyszłości. Kazano mi określić swoje plany i zadecydować, kim się stanę. I choć brzmi to trywialnie, nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. W jednej chwili wylano na mnie kubeł lodowatej wody. Do tej pory miałam prostą i oczywistą wręcz odpowiedź - będę pisarką. Jednak teraz musiałam obudzić się z dziecięcego snu i zadać sobie pytanie: "Kim będę, gdy wszystkie moje marzenia się nie spełnią?". Myśl, że mogłabym być na innej drodze była obca, zimna oraz kompletnie mi się nie podobała, ale chcąc nie chcąc, musiałam dopuścić do siebie myśl, że czasem nie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. I wtedy właśnie przestałam pisać. Żyłam myślą, że to nie dla mnie, że nie potrafię już operować słowami i zwyczajnie pozwoliłam rzeczywistości przejąć kontrolę. Oliwy do ognia dolewały egzaminy, wyniki, setki zamartwień o średnią, o to, czy na pewno nie zmarnuję tylu lat nauki. Ale teraz, chociaż wciąż nie wiem, którą drogą będę kroczyć, odkryłam, że wolno mi marzyć i wiem, że mam czas. Że nie muszę już teraz, zaraz, już mówić, kim będę za te parędziesiąt lat, bo równie dobrze mogę tego nie dożyć. Dlatego najwyższa pora zetrzeć kurz z klawiatury.