Zapraszam na kolejny rozdział
–Zostaw mnie! – krzyczała Daires, próbując mu się wyrwać.
–Posłuchaj mnie wreszcie – syknął Testeros – Jesteś zbyt piękna i zbyt delikatna by walczyć – rzekł coś, co tylko rozzłościło Daires.
– A ty głupi, by mówić mi takie rzeczy – odparła Daires.
–Uratuję cię, ale pod jednym warunkiem – powiedział Testeros, łapiąc ją w objęcia. Anioł przysunął swoją twarz do jej.
–Mowy nie ma! – krzyknęła Daires i próbowała się wyszarpnąć.
–Spędź ze mną noc. Opowiedz mi więcej o sobie. Wtedy ja zacznę mówić o sobie. Potrzebuję się komuś zwierzyć! – mówił z rozpaczą w głosie, co na chwile spowodowało że Daires przestała się wiercić i zaczęła słuchać. – Ty i ja mamy mnóstwo grzechów. Pasujemy do siebie. Wybrałem cię, więc na moją spowiedniczkę. - Przyznam ci się do czegoś. W poprzednim życiu zabiłem człowieka, Daires – dodał zimno, nawiązując z kobietą nową, dziwną więź. – Zrozumiesz mnie, bo ty też masz wiele grzechów. Wiem o tym. Pasujemy do siebie...- powtórzył raz jeszcze dobitnie.
–Kogo zabiłeś? – spytała z zaciekawieniem, z lekkim strachem, ale od razu pożałowała.
Anioł z dziwną mocą przenikał ją wzrokiem. Daires nie wiedziała, co widzi w jego oczach, czy dobro, czy zło i to chyba był największy problem tej piekielnej istoty.
– Muszę to komuś powiedzieć bo oszaleję w tym piekle .... Piekło jest we mnie Daires. Gnębią mnie potworne wyrzuty sumienia... Zabiłem własnego syna – odpowiedział Testeros z uśmiechem szaleńca ,drwiącym z własnego losu.