Silverthorn pije kawę, przegląda swój wattpadowy profil - wiecie te wszystkie statystyki i tak w końcu zerknęła na licznik obserwujących, pierwsza myśl: Nie tak dawno świętowałam podajże 500 obserwujących a tu już prawie 1800 zaginionych pchełek (potrzebujecie mapy, by wrócić? xD) I wiecie co? Ostatni raz, kiedy na tablicy pisałam o jakieś liczbie to było pięć lat temu po wybiciu 400 zbłąkanych pchełek i nagle ten wynik nie zrobił się aż taki... spektakularny. Jednak Silverthorn się cieszy, że tylu ludziom omsknął się palec i kliknął by obserwować ten profil i tego nie zauważyli. Dobra Silverthorn żartuje. Bardzo dziękuję każdemu kto tutaj został <3
Kolejną rzeczą... A co myśleliście, że to już koniec? Ha nie! Wracając, to jest jedna rzecz warta powiedzenia na "głos", a mianowicie - Light in the darkness jest publikowane już rok. Calusieńki rok. I chociaż daleko mu rozdziałami do pewnego kociego jegomościa panoszącego się u wampira, to... porównując czas pisania obu książek, Light in the darkness jednak zwyciężyło. Woah, dobra o rozwodzeniu się nad sensem i istnieniem tego zostawię sobie na końcowy rozdział, bo tak... Powolutku zbliżamy się do finału całej książki. I z tą informacją właśnie was zostawię, pchełki.