camisa_pisze

Hejka! Chciałabym zaprosić do mojej książki.
          
          „Kiedyś znałem cię całą. Każdy fałszywy dźwięk, śmiech przy mahoniowym pianinie i zapach szarlotki na twoich dłoniach. Dziś nie wiem nawet, jak wyglądasz”.
          
          Dwanaście lat to wystarczająco dużo czasu, by stać się kimś obcym. Charlotte Burton ma dwadzieścia siedem lat i dłonie, które nigdy nie drżą, bo dawno przestały czuć cokolwiek poza chłodem stali. Wybudowała mur z sukcesów i sterylnej ciszy, by zagłuszyć echo „dwóch tygodni", które nigdy się nie skończyły.
          
          To niesamowite, jak wiele potrafi zburzyć milczenie. Jak bardzo brak jednego słowa może zmienić wspólną melodię w hałas, którego nie da się znieść.
          
           Czy pod białą maską wciąż kryje się Lottie? Ona boi się, że w lustrze nie widzi już nikogo, kogo on mógłby rozpoznać. Niektóre obietnice nie wygasają.
          One po prostu gniją w ciemności, czekając na jeden, właściwy akord.
          Czy można naprawić serce, które od lat bije tylko z przyzwyczajenia?
          
          https://www.wattpad.com/story/409362124?utm_source=ios&utm_medium=link&utm_content=story_info&wp_page=story_details&wp_uname=itzmehi___
          

DD_DlaDoroslych

– Twoja zabawa mogła zakończyć się tragicznie – starałem się do niej dotrzeć, nieco spuszczając z tonu. Zrozumiałem, że mój krzyk może jedynie doprowadzić do sytuacji, w której zaczniemy się wzajemnie przekrzykiwać, a głośną rozmową nie dotrzemy do żadnego ładu.
          Dziś zabawnym wydaje mi się to, że wtedy chciałem dojść do jakiegoś ładu z kobietą, która chaos miała na drugie imię.
          – Ale wszystko dobrze się skończyło – trwała przy swoim Majka. – Teraz przynajmniej wiem, że i ja się tobie spodobałam. W przeciwnym razie nie biegłbyś tu na złamanie karku.
          – Nie biegłem – sprostowałem. – Zostałem podwieziony.
          – Ale przybyłeś, mój ty bohaterze.
          Przewróciłem oczami, a westchnienie zrezygnowania samoistnie się ze mnie wydarło. Przy niej przestawałem kontrolować swoje odruchy. Pozbawiała mnie stoicyzmu oraz zakłócała racjonalne myślenie.
          – I za moment sprawię, że cholernie mocno mnie znienawidzisz – ostrzegłem.
          Szybkim ruchem wyrwałem jej torebkę, którą wciąż miała zawieszoną na przedramieniu.
          – Co ty robisz!? – krzyknęła. – Tylko nie mów, że oczekujesz zapłaty! Chyba nie zrobiłeś tego dla pieniędzy, co nie!?
          Podczas kiedy Majka głośno starała się odgadnąć do czego ma doprowadzić moje działanie, ja chaotycznie, nieco nerwowo odpinałem pasek z jej torebki. Następnie torebkę bez paska wrzuciłem na siedzenie pasażera, przez co niemal od razu zostałem pouczony, że tak drogim wyrobem pod żadnym pozorem rzucać nie wolno. Jednak ja zupełnie nie przejmowałem się pouczeniami płynącymi z ust rozpuszczonej gówniary. Wręcz przeciwnie – obrałem za cel samemu ją pouczyć i to w sposób, jakiego długo nie zapomni.
          
          https://www.wattpad.com/story/186066917-%C5%9Bwiat-niemi%C5%82o%C5%9Bci