czesto ostatnio mysle o tym, jak nieudolna spolecznie jestem osoba, jak duzo mysle po kazdej rozmowie. mam wrazenie ze pomiedzy tym cichym dzieckiem, ktore doslwnie z nikim nie rozmawialo(w 3. klasie jk sie kiedys odezwalam jakis chlopak powiedzial mi, ze pierwszy raz slyszy moj gls) a czlowiekiem ktory ma za duzo do powiedzenia, czyli postacia ktora realnie jestem teraz tworzy sie cos co jest mieszanka obu, wiec ostatecznie mowi o zbyt wielu rzeczach niewystarczajaco, albo wcale i roznosi mnie to