Trzy lata temu napisałam prolog do WAAT - to skrót jak coś od "We are a team". Patrzę wstecz z nostalgią, patrzę wstecz, bo wiem co popchnęło mnie do stworzenia tej historii, bo wiem w jakim momencie życia tworzyłam te opowieść. Jednak, gdy pojawia się moment wspominania roku 2024, to czuję niewyobrażalny smutek. Bo jak wiecie, przerwałam wtedy publikację, gdyż moje życie diametralnie zmieniło swój bieg. Pamiętam, że rozdział 22 wleciał w grudniu, a kolejny pojawił się w czerwcu następnego roku i to był jedyny. Bo choć chciałam wtedy wrócić, nie mogłam tego zrobić w pełni. Nie dałam rady, chcieć a móc to dwie różne rzeczy. Być może moja decyzja w tamtym okresie nie była dla każdego łatwa, oczywista, ani zrozumiała. Tyle że... No właśnie, tyle że zrozumieć i pogodzić się z minionymi wydarzeniami nie jest wcale tak łatwo. I choć minął już ponad rok, ja nie zapomniałam. Po prostu to zaakceptowałam, musiałam. Czas dużo daje, ale by tak się stało trzeba otworzyć się na świat jeszcze raz. Ale gdy świat wystawia cię na próbę, gdy zabiera ci coś co staje się twoją nową drogą, nowym sensem, to gdzieś pośrodku tego chaosu musisz znaleźć balans, aby funkcjonować w nowo powstałej rzeczywistości. Tyle że to zajmuje. Nie sekundę, minutę, godzinę, dzień, tydzień, miesiąc, pół roku, czy rok. Czasami każdy nowy dzień jest początkiem czegoś nowego, jest początkiem nowej lekcji. Bo czasami jednego dnia jest lepiej, a drugiego gorzej. Czasami w danej chwili możesz czuć radość, by zaraz później poczuć smutek.
Życie to ciągły proces. To ciągłe rozdrapywanie ran. To ciągłe wystawianie na próbę.
Ale trzeba pamiętać. Będzie lepiej. Nastąpi to z biegiem czasu.
PS. Jeśli chcecie lub potrzebujecie przeczytać na nowo historię pyskatych dzieciaków, by sobie ją przypomnieć, to jest ten czas. Gdyż blisko jestem zakończenia 24. Wiem, że już kiedyś o tym wspominałam, ale sens tego zrozumiecie już niedługo.
Tymczasem... Do zobaczenia słoneczka <3