Zawsze powtarzam sobie, że warto szukać siebie. Może to brzmi trochę banalnie, ale mam wrażenie, że przez całe życie tak naprawdę odnajdujemy siebie kawałek po kawałku – w miejscach, wspomnieniach, rozmowach i chwilach, które czasem wydają się zupełnie zwyczajne.
Najnowszy rozdział nie był dla mnie łatwy do napisania. Zupełnie nie miałam weny. Siedziałam nad pustą stroną i miałam wrażenie, że każde zdanie brzmi sztucznie. Więc zrobiłam coś, co czasem jest najlepszym rozwiązaniem – wyjechałam.
Spontaniczny weekend w nadmorskiej miejscowości, w której głównie dzieje się akcja mojej historii. Chciałam po prostu pobyć w tym miejscu, poczuć jego klimat i przypomnieć sobie emocje, które towarzyszą bohaterom.
Samo przejście się chodnikiem prowadzącym na plażę okazało się ważniejsze, niż się spodziewałam. Ta długa droga między drzewami, zapach morza w powietrzu, szum fal gdzieś w oddali… Każdy krok był jak powrót do scen, które pisałam wcześniej. Nagle wszystko zaczęło wracać – emocje bohaterów, ich rozmowy, drobne gesty. Jakby historia czekała tam na mnie, dokładnie w tym miejscu.
Czasem naprawdę trzeba zmienić przestrzeń, żeby znów usłyszeć własne myśli.
Ale dziś… nie o Białogórze.
Dziś przenosimy się do Krakowa – miasta, które jest domem naszego drugiego bohatera.
Poznajcie Leo.
Dajcie znać, jakie są Wasze odczucia po rozdziale. Jestem bardzo ciekawa, jak go odbierzecie.
Widzimy się za tydzień, jeśli wszystko pójdzie dobrze! ❤️