blajt7

Dodaję właśnie tomik poezji pt. „kochamsię”. Będzie on o… (proszę o werble, tamburyny oraz marakasy) o kochaniu się. A pod tymi słowami kryje się istna mnogość.
          	
          	Kochanie siebie…
          	
          	To wybaczanie sobie wszystkich potknięć, — przyznanie się do błędów, powiedzenie: „tak, nawaliłem; zaszkodziłem sam sobie”, po czym odpuszczenie, przestanie się katować za to. Bo tylko wtedy można pójść dalej, zmieniać się, działać.
          	
          	To również docenianie siebie za to, co już się osiągnęło w ostatnich minutach, godzinach, dniach, tygodniach, latach… W całym życiu. Wdzięczność za te małe kroki, z których w następstwie powstają cudowne monumenty.
          	
          	Kochanie siebie to również bycie zawsze po swojej stronie, niezależnie od pogody, okoliczności, innych ludzi. ZAWSZE, a w szczególności wtedy, kiedy jest cholernie trudno, kiedy wszystko wydaje się walić po kolei i nie iść po naszej myśli. Zaprzestanie jakiegokolwiek obrażania siebie i umniejszania sobie („jaki to ja jestem głupi, brzydki, do niczego się nie nadaje” i inne takie pachruście) na rzecz wspierania siebie.
          	
          	To wiara w siebie nawet jeśli nikt inny nie wierzy w ciebie i powodzenie twoich przedsięwzięć.
          	
          	To niepoddawanie się już nigdy i nie rezygnowanie z siebie, nawet-i-szczególnie wtedy, gdy przychodzą chwilę zwątpienia, gdy boisz się, czy ci się powiedzie, gdy nie widzisz sensu swoich działań, gdy nie ma efektów, gdy jesteś zmęczony…
          	
          	To dawanie sobie wszystkiego, co najlepsze: zdrowia, ciszy, spokoju, odpoczynku, regeneracji, ale także wychodzenia do swoich strachów, przekraczania granic, wychodzenia ze strefy komfortu.
          	
          	To poznawanie siebie: tego co się lubi, co nas interesuje. Próbowanie nowych pasji i patrzenie z uważnością, czy to nam się podoba, czy nie. 
          	
          	To używanie energii do robienia rzeczy, które kochamy i które sprawiają, że kwitniemy.
          	
          	To działanie w kierunku spełniania naszych marzeń, nawet gdy się nie chce. Budowanie dyscypliny, konsekwencji, niezłomności.
          	(c.d. w komentarzu)

blajt7

P.S. kolejne wiersze zostaną opublikowane wtedy, kiedy je napiszę/skończę (no co Pan nie powiesz?)
Reply

blajt7

(c.d.) 
          	  I wreszcie: to wszystkie czułe gesty — fizyczne i niefizyczne. Przypomnienie sobie, że możesz się chwycić za rękę, położyć rękę na sercu, objąć się i być. Być z siebie dumnym, być ze swoim bólem, strachem, zwątpieniem, ze spokojem i z niepewnością, ze szczęściem i satysfakcją. Po prostu być.
          	  
          	  Kochaćsię można się uczyć — robiąc te wszystkie rzeczy, próbując działać, nieważne jak nieudolnie. Choć czasem, na przekór, mam wrażenie, że „kochania siebie” wcale się nie uczymy, a sobie przypominamy. Różne rozmaitości na naszej drodze przykryły je płachtami, które przecież z prawdą nie mają nic wspólnego i które można ściągnąć. Które warto ściągnąć — od nimi znajduje się bowiem coś naprawdę pięknego.
Reply

blajt7

Dodaję właśnie tomik poezji pt. „kochamsię”. Będzie on o… (proszę o werble, tamburyny oraz marakasy) o kochaniu się. A pod tymi słowami kryje się istna mnogość.
          
          Kochanie siebie…
          
          To wybaczanie sobie wszystkich potknięć, — przyznanie się do błędów, powiedzenie: „tak, nawaliłem; zaszkodziłem sam sobie”, po czym odpuszczenie, przestanie się katować za to. Bo tylko wtedy można pójść dalej, zmieniać się, działać.
          
          To również docenianie siebie za to, co już się osiągnęło w ostatnich minutach, godzinach, dniach, tygodniach, latach… W całym życiu. Wdzięczność za te małe kroki, z których w następstwie powstają cudowne monumenty.
          
          Kochanie siebie to również bycie zawsze po swojej stronie, niezależnie od pogody, okoliczności, innych ludzi. ZAWSZE, a w szczególności wtedy, kiedy jest cholernie trudno, kiedy wszystko wydaje się walić po kolei i nie iść po naszej myśli. Zaprzestanie jakiegokolwiek obrażania siebie i umniejszania sobie („jaki to ja jestem głupi, brzydki, do niczego się nie nadaje” i inne takie pachruście) na rzecz wspierania siebie.
          
          To wiara w siebie nawet jeśli nikt inny nie wierzy w ciebie i powodzenie twoich przedsięwzięć.
          
          To niepoddawanie się już nigdy i nie rezygnowanie z siebie, nawet-i-szczególnie wtedy, gdy przychodzą chwilę zwątpienia, gdy boisz się, czy ci się powiedzie, gdy nie widzisz sensu swoich działań, gdy nie ma efektów, gdy jesteś zmęczony…
          
          To dawanie sobie wszystkiego, co najlepsze: zdrowia, ciszy, spokoju, odpoczynku, regeneracji, ale także wychodzenia do swoich strachów, przekraczania granic, wychodzenia ze strefy komfortu.
          
          To poznawanie siebie: tego co się lubi, co nas interesuje. Próbowanie nowych pasji i patrzenie z uważnością, czy to nam się podoba, czy nie. 
          
          To używanie energii do robienia rzeczy, które kochamy i które sprawiają, że kwitniemy.
          
          To działanie w kierunku spełniania naszych marzeń, nawet gdy się nie chce. Budowanie dyscypliny, konsekwencji, niezłomności.
          (c.d. w komentarzu)

blajt7

P.S. kolejne wiersze zostaną opublikowane wtedy, kiedy je napiszę/skończę (no co Pan nie powiesz?)
Reply

blajt7

(c.d.) 
            I wreszcie: to wszystkie czułe gesty — fizyczne i niefizyczne. Przypomnienie sobie, że możesz się chwycić za rękę, położyć rękę na sercu, objąć się i być. Być z siebie dumnym, być ze swoim bólem, strachem, zwątpieniem, ze spokojem i z niepewnością, ze szczęściem i satysfakcją. Po prostu być.
            
            Kochaćsię można się uczyć — robiąc te wszystkie rzeczy, próbując działać, nieważne jak nieudolnie. Choć czasem, na przekór, mam wrażenie, że „kochania siebie” wcale się nie uczymy, a sobie przypominamy. Różne rozmaitości na naszej drodze przykryły je płachtami, które przecież z prawdą nie mają nic wspólnego i które można ściągnąć. Które warto ściągnąć — od nimi znajduje się bowiem coś naprawdę pięknego.
Reply

blajt7

Postanowiłem dziś zmienić pewną kwestię odnośnie tworzenia. Do tej pory nosiłem w sobie przekonanie, że jeśli coś publikuję, to musi być to skończone, na tip-top, a jeśli to książka, która ma mieć kontynuację, to najlepiej jak jeszcze skończę wszystkie inne części.
          Tym razem jednak dzielę się z wami Przygodą (tytuł może ulec zmianie), która to w pierwszej części tylko ukończona i którą chciałbym kiedyś kontynuować. 
          Zdecydowałem, że nie będę już dłużej czekać. Już dość. W najbliższym czasie możecie spodziewać się u mnie na profilu wypełznięcia kilku mniej-czy-bardziej skończonych rzeczy. W przyszłości bliższej bądź dalszej będę tę rzeczy kończył, niektóre zapewne też zmieniał odrobinę. Chcę żeby moje dzieła trafiły wreszcie do tych, do których mają trafić. I niechaj tak się stanie
          tymczasem życzę wszystkim Dobrej Nocy ☾⋆

blajt7

Za chwilę oddam w wasze ręcę „Przygodę”. Jest to wiejska opowiastka pełna swojskiego humoru: prostego, bezpośredniego i zawsze szczerego. Kiedy zamyka się oczy, myśląc o wsi, widzi się polne krajobrazy, powłóczyste chmury ciągnące się po niebie, babcie-starowinki opatulone chustami, słyszy ćwierkające ptaki, czuje zapach kwiatów...
          Piszę to przy uchylonym oknie, o zachodzie słońca, które odchodzi spokojnie, łagodnym kolorem ostatni raz opatulając Świat. Na twarzy czuję kojący powiew chłodnego wiatru, a nieziemski (a przecież tak przyziemny) zapach skoszonej trawy wdziera mi się do nosa. 
          Widzę tę opowiastkę, jako wyborną do delektowania się przy ciepłej herbacie, w podobnej, jak ta, chwili, by się pośmiać, zatrzymać i poprzez przygodę bohaterów wrócić do Siebie na chwilę. A może nawet na zawsze?
          
          Korzystajcie Kochani, wszystkiego dobrego!

blajt7

Ponadto pragnę zauważyć, iż ujawniłem przed Wami właśnie swoje prawdziwe oblicze poprzez zmianę zdjęcia profilowego. 
          
          Tak, JESTEM BORÓWKĄ. Słodko-kwaśną, cholernie fioletową borówą. 
          
          (widzę jak wystawiasz te zęby, nawet się nie waż…)
          
          

blajt7

opublikowałem właśnie wszela-kości.
          chciałbym zwrócić uwagę na okładkę, której poświęciłem szczególną uwagę (pięć sekund). 
          Otóż znajdujące się na niej kości można też interpretować jako dwie dechy, którymi zabite są tajemnicze, czerniste drzwi.
          
          A piszę to, gdyż MOGĘ interpetować własne dzieła!!!! (czy krzyczę na Was? — może…)
          
          Cóż, konwencję zinterpretujcie już sami, nie ma tak dobrze (i teraz ktoś: Blajt, ale tu nie ma konwencji…)

blajt7

 Ląduje z telemarkiem na miotle, sunąc nogami po chodniku 
          
          Nie powiem, czułem lekki stresik ponownie instalując tę aplikację. Wchodzę, a tu…
          
          Jedną okładkę mi zdjęli za niezgodność z regulaminem. Myślę sobie „No świetnie, a akurat w planie miałem m.in. wrzucenie erotyki…” XD
          
          „Ale zaraz-zaraz… Przecież zdjęli mi okładkę, a nie treść, więc… (hihi)”
          
          Kochani, tak jak mawia się, że w człowieku żyją dwa wilki, tak we mnie żyje najwyraźniej cała ebana wataha”
          
          Ja już nie wiem, czego macie się po mnie spodziewać. Może po prostu… czytajcie!
          
          (w wyobraźni widzę tu siebie z guzikiem „wybuchu-na-życzenie” w ręku, pytającego tłum: lubicie mnie i wszyscy: mhm, mhm, tak, tak; wiecie o co chodzi xd)
          
          Nadal mam instagrama, z lekko zmienioną nazwą: blajtblajt
          Link: instagram.com/blajtblajt
          
          
          

blajt7

emotki mioteł się nie dodały, grrr
            moja intuicja się nie myliła…
Reply

blajt7

Cześć Wszystkim!
          
          Pewnie już wiecie, że mam instagrama (ekchę!), a jak nie wiecie, to już wiecie (ekchę!)…
          
          Do rzeczy!
          
          Jeśli są tu osoby, które zastanawiały się kiedyś jak brzmię, to już nie muszą się zastanawiać (hue-hue).
          
          Dodałem właśnie na ig pierwszą rolkę z głosem!
          
          https://www.instagram.com/reel/DKjm1ylIrsx/?igsh=MTV2aTNxYTBmNjh3aw==
          
          Treść może nie będzie dla Was odkrywcza, bowiem przedstawiam w niej jedynie swą blajciastą osobę (wy zaś już od dawna wiecie co ze mnie za gagatek i znacie moje sztuczki).
          
          CO WAŻNIEJSZE:
          
          Zamierzam w tym roku więcej do Was g a d a ć. Możecie więc śmiało stać się sprytnymi śledziami ślędzącymi moje instagramowe profilczysko (do czego zachęcam goręcej niż ludzie nad morzem sprzedający gotowaną kukurydzę).
          
          Gdy pojawią się nowe regularne cośki, czy to piśmienne, czy gadane, na pewno dam tu znać. 
          
          Tymczasem uciekam. Biorę mietłę i lecę, bo dzień pięknoupalny — warto zatem schłodzić się wiatrem we włosach.
          
          (promieniejący ze szczęścia)
          BLAJT

jtwiacek

@blajt7 z chęcią bym słuchała, bardzo kojąca barwa, tak przed snem 
Reply

blajt7

@jtwiacek aaaa, totalnie trafiłaś, bo już wiele razy myślałem nad spróbowaniem stworzenia czegoś podobnego! ( ◠‿◠ )
Reply