Post o Ramsayu Boltonie i wrażliwości na chore gówno! Piszę właśnie ostatnie zdania „Żelaznego” i zatrzymałam się na ważnej scenie z Ramsayem. Stawiam go w dosyć charakterystycznej sytuacji i szczególnie zależy mi, aby pozostał w niej jak najbardziej sobą. Zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy — o ile Theona piszę zgodnie z kanonem książek, tak mam wrażenie, że Ramsay wypada w moich tekstach zdecydowanie bardziej serialowo. Nie wiem, czy to plus czy minus. Ramsay w książkach jest bardziej ordynarny i plugawy, w serialu… wyrafinowany w swoim okrucieństwie. Dałabym mu więcej książkowych cech, ale jest problem… chyba bym umarła robiąc reread scen z nim i Theonem w „Tańcu ze Smokami” XD Pisałam w życiu różne chore gówna i piszę je nadal, czytałam różne chore gówna, czytałam te rozdziały dwukrotnie w ramach researchu i rzucam cytatami Theona z adwd jak Świadkowie Jehowy wersetami z Biblii, ale jak myślę o tym, że miałabym ponownie to czytać — dosłownie mnie wykręca XD mam kilka teorii, a w sumie to dwie, prawdopodobnie w każdej z nich jest ziarno prawdy. Pierwsza — w tym roku kończę 26 lat, w związku z czym z dziewczyny po dwudziestce zmierzam w stronę bycia panią przed trzydziestką i robię się nadmiernie wrażliwa.
Druga — przez te 8/9 lat fascynacji Theonem i ponad 5 latach pisania o nim dorobiłam się niezdrowej więzi z postacią fikcyjną i czytanie o tym, jak dzieje mu się beznadziejna krzywda jest dla mnie okropnie przytłaczające.
Z drugiej strony tak mnie strasznie korci, żeby poczytać tego Ramsaya, że nie mogę XDD jestem pewna że po tym napisałabym naprawdę dobre gówno.