Pojawił się pierwszy rozdział <3 a ja czuję się, jabkbym po długiej nieobecności w końcu wróciła do jakiegoś ulubionego miejsca na świecie. Mam napisaną 1/3 opowiadania, hiperfocus trochę nie pozwala mi żyć, ale mówi się trudno. Pisze mi się świetnie. Ta nostalgia i ekscytacja zwalają mnie z nóg. Myślę, że Theon w pewien sposób ze mną dorósł. Albo to ja dorosłam z nim. W 2021 było inaczej. Ja byłam studentką, nie wiedzącą nic o sobie i świecie, uważającą się za chaotyczny, wadliwy egzemplarz człowieka, który został wysłany na ten świat, żeby kolekcjonować życiowe błędy i ich konsekwencje. Pisałam wtedy o Theonie: głupkowatym, aroganckim, szczeniackim, niezrozumianym, później połamanym i zniszczonym. Pisałam o ranach i urazach, o złamanej tożsamości jakbym potrzebowała się z tym oswoić. Ratowałam go, tłumaczyłam i usprawiedliwiałam. (Tak Lysandra też to wszytsko robiła.) I oczywiście dalej chętnie robiłybyśmy to obie XD Ale teraz wrzucam Theona w nową erę, konfrontuję z błędami, opinią społeczną i rzucam koła ratunkowe. A Lys stoi przy jego boku, nawet jeśli inni muszą odwracać wzrok, bo nie mogą tego znieść. Jest zimno i gorąco, czasami dark, czasami cute, czasami baaardzo spicy i bardzo niepokojąco. Trauma Theona została jako echo i rdzeń, ale już nie jest jedyną rzeczą, która definiuje jego istnienie.
https://www.wattpad.com/story/408196383