tydzien temu his diary his death mialo swoje trzecie urodziny... nie wierze ze te trzy lata minely juz tak szybko, dziekuje za kazda gwiazdke, komentarz i wyswietlenie. nie mam juz teraz az tak czasu na pisanie jak wtedy, te trzy lata temu, ale staram sie pisac kiedy tylko moge i mam motywacje, bo nie chce wam wstawiac tutaj byle czego. kiedy pisalam hdhd bylam w jednym wielkim dolku, nie wiedzialam co ze soba robic w zyciu i wydawalo mi sie ze nigdy nie znajde swojej osoby. aktualnie nie jestem juz w az takim dolku a z moimi problemami radze sobie lepiej, mimo ze momentami jest jeszcze gorzej. ale moge z radoscia powiedziec, ze mam swoja osobe, kochane przyjaciolki i ostatnio zyje najlepsza wersja swojego teenage life. zycze tego kazdemu kto to czyta, bo kazdy zaslugluje na najlepsza wersje swojego zycia.
poczatkowo, pisalam hdhd bez zadnego planu, po prostu lecialam freestyle. zdaje sobie sprawe ze ta historia nie jest wykonana najlepiej i wiele bym w niej poprawila, ale gdy chce sie za to zabrac to zwyczajnie nie potrafie. mam straszny sentyment do tej historii i to sie nigdy nie zmieni. druga czesc nie miala powstawac, pomysl wyszedl spontanicznie dwa lata temu chyba na koncu kwietnia/poczatku maja.
nie zanudzam juz nikogo dluzej, chcialabym tylko podziekowac kazdemu, kto przeczytal moje historie i zostal tutaj na dluzej (albo i nie). doceniam kazda i kazdego z was z osobna.
dziekuje<3
~i.