Ostatnio spotkałem się z opinią, że najlepsze książki piszą ci pisarze, którzy sami doświadczyli rzeczy, które opisują w swoich dziełach. W takim razie patrząc na moje książki, ja musiałbym:
- mieć rozwodzących się rodziców
- nie mieć ojca i mieć matkę alkoholiczkę która totalnie olewa swoje dziecko bo woli chodzić na drogie zakupki
- w ogóle nie mieć rodziców
- być psychopatycznym, seryjnym mordercą uzależnionym od narkotyków i alkoholu któremu zmarła matka
- mieć PTSD po ucieczce ze swojego kraju, w którym ja i ojciec byliśmy prześladowani a matka zmarła gdy byłem mały
- być bezdomnym i mieszkać na squocie z grupą obcych nastolatków
- być być chłopakiem wyrzuconym z domu za prostytucję i morderstwo
- mieć matkę i ojczyma bo biologiczny ojciec spierdolił w dzieciństwie
- mieć siostrę ze schizofrenią
- mieć brata ćpuna
- być porwanym przez psychopatycznego seryjnego mordercę
- być chłopakiem który mieszka w rodzinie zastępczej bo ojciec był alkoholikiem i trafił do więzienia za znęcanie się nad rodziną a matka nie miała jak się nim zajmować
- wyprowadzić się na wioskę bo mój brat popełnił samobójstwo
- być ćpunem który żyje od imprezy do imprezy i nie radzi sobie z życiem
- widzieć duchy zmarłych mieszkańców swojej wiochy i codziennie mieć koszmary o swojej śmierci
- nienawidzić siebie i tego ze nie zdałem matury, mieć ojca alkoholika i matkę, która nie może znieść mojego istnienia
I inne tego typu kreatywne traumy.
Gdyby faktycznie tak było, połowa pisarzy kryminałów i horrorów musiałaby mieć niezłe schizy i mieć porządne problemy z głową
A jak tam u Was z kreatywnymi przeżyciami waszych postaci i OC?