kreatura_

To będzie długi wpis, poczujcie się ostrzeżeni, ale jakoś czuję, że chcę się podzielić tą historią.
          	
          	Nie było mnie tu 2 lata, rozważałam usunięcie konta, nic nie pisałam, bo dość sporo w międzyczasie pozmieniałam w życiu zawodowym i to mocno wpłynęło na moją twórczość, a raczej jej brak.
          	
          	Kilkanaście lat pracowałam (na dość wysokich stanowiskach) w IT, duże korporacje, dla których tworzyłam rozwiązania AI w czasach, kiedy nikt nie potrafił rozwinąć tego skrótu, częste podróże, wielomilionowe budżety, odpowiadałam za kilkuset pracowników, praca po 16 godzin na dobę, często w nocy (releasy aplikacji finansowych i bankowych NIE mogą odbywać się w godzinach pracy), praca w weekendy, wiecznie pod telefonem (dobrze, jeśli tylko jednym).
          	
          	Możecie sobie wyobrazić poziom stresu, który towarzyszył mi na co dzień. Albo i nie. Natomiast on był i nie znikał od jednej przespanej nocy, jednego spokojniejszego weekendu, czy 8 dni wakacji w roku, bo na więcej raczej nie mogłam sobie pozwolić.
          	
          	Teraz następuje ten moment, kiedy możecie sobie dodać 2 do 2. Bardzo łatwo było mi się wczuć w moje bohaterki: zamknięte w sytuacji bez wyjścia, w poczuciu, że de facto nic od nich nie zależy, wiecznie w poczuciu "zagrożenia", że coś może się nie udać. Mogłam się z tymi emocjami utożsamić, a pisanie stanowiło swoisty wentyl bezpieczeństwa.
          	
          	Od 2 lat nie pracuję już dla korporacji. Mam świetnego szefa (samą siebie), super klientów i tworzę zajebiste rzeczy z AI, które zmieniają małe biznesy.
          	
          	To napięcie, które towarzyszyło mi przez lata nie zniknęło od razu, ale to zupełnie inna historia. Natomiast, gdy się go pozbyłam, to praktycznie przestałam mieć uczucia, które towarzyszyły moim bohaterkom. I bardzo nie chcę się w nie wpędzać. Dlatego przestałam pisać.
          	
          	ALE - niedawno odkryłam, że nie muszę pisać o porwaniach, a w każdym razie nie koniecznie pod tym kątem, z którego mnie znacie.
          	
          	Dlatego powstaje Milesh Family, bo perspektywa Laury mnie ograniczała (i więcej w komentarzu)

kreatura_

@Bartek83 dzięki, Bartek, obiecuję, że knuję coś kreaturzego
Reply

Bartek83

@kreatura_ Fajnie ze wrócilaś , chyba nie tylko mnie brakowało Mileshów
Reply

kreatura_

cd>
          	  
          	  Milesh Family pozwala mi wrócić do mojego comfort place w sytuacji, kiedy nie muszę wchodzić w toksyczne emocje, pozwala mi pokazać, jak ta organizacja się rozwijała, jak funkcjonuje mafia na styku wielkiej, globalnej polityki i mam z tego fun, tworząc brutalną, zimną historię.
          	  
          	  Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, bo to moje ukochane kreaturze dziecko.
          	  
          	  Pierwszy raz też zdecydowałam się pisać po angielsku, chociaż chodziło to za mną od przynajmniej dekady. Spełniam dwa marzenia za jednym razem.
          	  
          	  .
          	  .
          	  .
          	  
          	  A gdybym jeszcze raz pisała Syndrom, to mogłoby się tak zdarzyć, że okupem za porwaną byłby zacny zapas tokenów do platformy Anthropic.
          	  
          	  Dzięki, że jesteście!
          	  
          	  Jeśli ktoś dotarł aż tutaj, dajcie znać 
Reply

kreatura_

To będzie długi wpis, poczujcie się ostrzeżeni, ale jakoś czuję, że chcę się podzielić tą historią.
          
          Nie było mnie tu 2 lata, rozważałam usunięcie konta, nic nie pisałam, bo dość sporo w międzyczasie pozmieniałam w życiu zawodowym i to mocno wpłynęło na moją twórczość, a raczej jej brak.
          
          Kilkanaście lat pracowałam (na dość wysokich stanowiskach) w IT, duże korporacje, dla których tworzyłam rozwiązania AI w czasach, kiedy nikt nie potrafił rozwinąć tego skrótu, częste podróże, wielomilionowe budżety, odpowiadałam za kilkuset pracowników, praca po 16 godzin na dobę, często w nocy (releasy aplikacji finansowych i bankowych NIE mogą odbywać się w godzinach pracy), praca w weekendy, wiecznie pod telefonem (dobrze, jeśli tylko jednym).
          
          Możecie sobie wyobrazić poziom stresu, który towarzyszył mi na co dzień. Albo i nie. Natomiast on był i nie znikał od jednej przespanej nocy, jednego spokojniejszego weekendu, czy 8 dni wakacji w roku, bo na więcej raczej nie mogłam sobie pozwolić.
          
          Teraz następuje ten moment, kiedy możecie sobie dodać 2 do 2. Bardzo łatwo było mi się wczuć w moje bohaterki: zamknięte w sytuacji bez wyjścia, w poczuciu, że de facto nic od nich nie zależy, wiecznie w poczuciu "zagrożenia", że coś może się nie udać. Mogłam się z tymi emocjami utożsamić, a pisanie stanowiło swoisty wentyl bezpieczeństwa.
          
          Od 2 lat nie pracuję już dla korporacji. Mam świetnego szefa (samą siebie), super klientów i tworzę zajebiste rzeczy z AI, które zmieniają małe biznesy.
          
          To napięcie, które towarzyszyło mi przez lata nie zniknęło od razu, ale to zupełnie inna historia. Natomiast, gdy się go pozbyłam, to praktycznie przestałam mieć uczucia, które towarzyszyły moim bohaterkom. I bardzo nie chcę się w nie wpędzać. Dlatego przestałam pisać.
          
          ALE - niedawno odkryłam, że nie muszę pisać o porwaniach, a w każdym razie nie koniecznie pod tym kątem, z którego mnie znacie.
          
          Dlatego powstaje Milesh Family, bo perspektywa Laury mnie ograniczała (i więcej w komentarzu)

kreatura_

@Bartek83 dzięki, Bartek, obiecuję, że knuję coś kreaturzego
Reply

Bartek83

@kreatura_ Fajnie ze wrócilaś , chyba nie tylko mnie brakowało Mileshów
Reply

kreatura_

cd>
            
            Milesh Family pozwala mi wrócić do mojego comfort place w sytuacji, kiedy nie muszę wchodzić w toksyczne emocje, pozwala mi pokazać, jak ta organizacja się rozwijała, jak funkcjonuje mafia na styku wielkiej, globalnej polityki i mam z tego fun, tworząc brutalną, zimną historię.
            
            Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, bo to moje ukochane kreaturze dziecko.
            
            Pierwszy raz też zdecydowałam się pisać po angielsku, chociaż chodziło to za mną od przynajmniej dekady. Spełniam dwa marzenia za jednym razem.
            
            .
            .
            .
            
            A gdybym jeszcze raz pisała Syndrom, to mogłoby się tak zdarzyć, że okupem za porwaną byłby zacny zapas tokenów do platformy Anthropic.
            
            Dzięki, że jesteście!
            
            Jeśli ktoś dotarł aż tutaj, dajcie znać 
Reply

kreatura_

Przychodzę do Was z nowym tekstem.
          
          https://www.wattpad.com/story/409865574-milesh-family
          
          Jest to o tyle zaskakujące, że kilka dni temu zastanawiałam się, czy nie usunąć tego konta, bo od ponad 2 lat nie dostaliście ode mnie nic nowego.
          
          Zmęczenie położyło mnie do łóżka. Bezsenność dodała swoje. I wróciłam do Rodziny Milesh, ale tym razem zaczęłam eksplorować side questy, wątki poboczne, głębiej wchodzić w tematy mafijne, zwłaszcza na styku wielkiej polityki.
          
          W związku z tym, oczekujcie nie tylko POV Laury, ale też i innych bohaterów, w tym Mata.
          
          Tym razem piszę po angielsku.
          Nosiłam się z tym latami. 
          Pora to w końcu zrobić.
          
          Będzie mi miło przeczytać Wasze komentarze.

kreatura_

@lady_in_black74 spokojnie, nie odchodzę i wracam z nowym tekstem - będzie się działo
Reply

lady_in_black74

@kreatura_ nie, błagam, nie usuwaj konta, miesiącami nie miałam czasu na czytanie ale już jestem
Reply

SophieMarieMcKenzie

Pierwszy raz od wielu lat weszłam na Wattpada, widzę Twój profil i wiem, że w pewnym sensie jestem w domu.

SophieMarieMcKenzie

Myślę, że dla samych wspomnień warto zostawić. Tak jak ja, konto porzucone, ale dalej się trzyma na wspominki
Reply

kreatura_

@SophieMarieMcKenzie cześć Kenzaczku, no popatrz, a ja już go miałam usuwać, bo nic się przez te kilka lat pisarsko nie zmieniło
Reply

kreatura_

Skończyłam Wattpadowe 6 lat!
          Nie mogę uwierzyć, że jestem tu już tak długo, niezmiennie wdzięczna za to, że czytacie moje książki.
          
          Zwykle pojawia się tu tradycyjne podsumowanie pisarskiego roku, ale w tym roku nie mam co podsumowywać. W tym roku pierwszy raz otworzyłam Worda 24 grudnia. To dla mnie trudne. Odkąd tylko pamiętam najpierw opowiadałam historie (jak jeszcze nie umiałam pisać), a potem je spisywałam. Codziennie. Rok bez pisania jest dla mnie doświadczeniem nowym, trudnym w pewnym sensie.
          
          Symboliczny powrót do pisania w Wigilię pokazał mi, że bardzo tego potrzebuję, żeby żyć. Nie umiem bez tego normalnie funkcjonować.
          
          Zaczęłam pisać Rodzinę Milesh 2.0 (to nie będzie ta część, która jest obecnie na Wattpadzie). Jest ostro. Mam tylko pierwszy rozdział, ale muszę powiedzieć, że nigdy nie pisałam tak mroczno-brutalnej książki.
          
          Nie wiem, czy będzie dostępna tutaj. Publikowanie na Wattpadzie jest ostatnio ekwiwalentem pisania do szuflady 
          
          Niezależnie od tego, czy książka będzie tu dostępna, mam pytanie do czytelników Rodziny Milesh - chcecie, żebym kilka rozdziałów napisała z perspektywy Ricka Milesha?
          
          Życzę sobie i Wam dużo wspaniałych książek w 2025!

kreatura_

@Lollires Ściskam mocno, jeśli też miałaś trudności z pisaniem w 2024. Na moim IG też nic się w związku z tym nie dzieje, po prostu zajmuję się innymi rzeczami, ale nie uważam, żeby 2024 był zmarnowany. Przeciwnie. Był inny. 
            Mam nadzieję, że uda mi się włączyć pisanie w tym roku, czego i Tobie gorrrąco życzę 
Reply

Lollires

Fajnie, że jesteś, tak ostatnio Cię wyglądałam na IG ❤️ Widzę, że nie tylko dla mnie pod kątem pisania był to trudny rok… Mam nadzieję, że 2025 przyniesie Ci dużo inspiracji i siły, żeby dalej tworzyć!
Reply

kreatura_

"Ostatnie, co zauważyłam, to zakrwawiona, nieruchoma twarz. Rick musiał wyrwać swoją kamerę. Resztę widziałam w kamerze medyka. Rick rozciął jej więzy, wziął ją na ręce i zarządził odwrót. Mogłabym przysiąc, że delikatnie muskał ustami jej włosy i policzek, gdy się nad nią nachylał. Zrozumiałam, kim dla Ricka Milesha, dla gangstera i przyszłego bossa mafii, była Laura Lipska i utwierdziłam się w przekonaniu, że jej los był przesądzony. Nigdy nie pozwoli jej odejść. Był chory z miłości do niej, a miłość Ricka Milesha to trujący bluszcz."
          
          Jeśli to nie jest miłość, to nie wiem, co nią jest.
          
          https://www.wattpad.com/719001531-rodzina-milesh-1-nowe-rozdanie-rozdzia%C5%82-7-5

kreatura_

Czasem zastanawiam się, czy ktoś jeszcze żyje na wattpadzie, czy tak sobie wciskam 'publikuj' i idzie to w próżnię.... ;)
          
          Niemniej, zostawiam https://www.wattpad.com/718990962-rodzina-milesh-1-nowe-rozdanie-rozdzia%C5%82-6-5

kreatura_

@ weatherwax83  to bardzo smutne :(
Reply

kreatura_

@Swifness straszne to trochę, prawda?
            takie ghost town
Reply

weatherwax83

@justyna-wojsz też mam takie wrażenie...
Reply