hejka kochani, sorki ze nic nie wrzucam, ale pracuje nad one shotem iiiiiiiiiiii moim zdaniem jest za czym czekac.. Tu macie fragment: Doncaster wygrywa 3:2.
Dźwięk syreny kończącej mecz uderza jak kubeł zimniej wody.
Oddycham ciężko, czując jak adrenalina rozlewa się po ciele jak ogień. Śmieję się pod nosem, kiedy jeden z chłopaków prawie przewraca mnie na lód w przypływie euforii.
A potem podnoszę wzrok.
Styles stoi kilka metrów dalej. Kask w dłoni, klatka piersiowa unosi mu się gwałtownie od wysiłku. Patrzy prosto na mnie. Bez uśmiechu tym razem. Bez prowokacji.
Tylko napięcie.
Nasze spojrzenia spotykają się na kilka sekund za długo.
Widzę w jego oczach frustrację. Złość. I coś jeszcze, co ślizga się pod powierzchnią jak cienka warstwa lodu pękająca pod ciężarem.
Unoszę lekko brew, pozwalając sobie na krótki, zwycięski uśmiech.
On zaciska szczękę.
Odwracam się pierwszy.
Hotelowy pokój pachnie detergentem i drogim odświeżaczem powietrza. Zrzucam torbę sportową na podłogę, a ochraniacze lądują jeden po drugim na fotelu przy ścianie. Cisza po meczu zawsze wydaje się nienaturalna. Jakby ktoś nagle wyłączył świat.
Telefon wibruje na stoliku nocnym.
Zerkam na ekran i parskam cicho pod nosem.
1 nowa wiadomość od: Hannah.
Wyślij adres. Będę za pół godziny.
Styles nawet nie próbuje być kreatywny.
Przewijam wiadomość, czując jak zmęczenie miesza się z resztką adrenaliny, która nadal krąży w żyłach.
Krzywię się lekko, opadając na łóżko.
- Mało ci dzisiaj kochanie? - mruczę do siebie z rozbawieniem. - Naprawdę, Styles? Serio tylko tyle potrafisz?