Deszcz, herbata i dwoje ludzi, którzy wciąż potrafią milczeć głośniej niż mówić.
Charlotte i Asher spotykają się po raz ostatni w ciszy, która mówi wszystko to, czego żadne z nich nie ma już odwagi wypowiedzieć.
Granice się zacierają. Wspomnienia wracają. A jedno pytanie wisi między nimi jak oddech przed pożegnaniem: czy można naprawdę zapomnieć kogoś, kto był domem?
„Nigdy cię nie znienawidziłam. Tylko próbowałam się od ciebie oduczyć.”
Ten rozdział jest jak powolne pękanie szkła cichy, ale nie do zniesienia.
Dajcie znać… czy Waszym zdaniem to naprawdę był koniec?