Me marzenia czyjeś pozostały,
kim dla siebie jestem, cieniem zjawy?
Podarek ofiaruję w postaci słowa,
nietknięta i cicha jest ta mowa.
Inni dostają cząstkę mnie,
a ja w otwartej pętli tkwię.
Nikt między wierszami nie czyta,
mojego serca to już nie tyka.
Lecz tyka ten nieubłagany czas,
moje myśli wyglądają jak las.
Gęsty, dziki, nieodkryty,
taki brudny, nieczysty, nie obmyty.
Kto zauważy roztrzaskane oczy?
Ten krąg się wciąż toczy.
Drodzy przyjaciele,
Wasze brudy pozostają na mym ciele.
Słowa tworzą rzeki krwi,
a szkiełko w oku tkwi.