Ohayou!
Chciałam dzisiaj dodać pierwsze opowiadanie do „Opowieści ze świata”, ale po dłuższym namyśle stwierdziłam, że opublikuję je dopiero w następną sobotę. Skoro wczoraj pojawił się rozdział 33, to warto dać mu chwilę wybrzmieć. W przyszły weekend zamiast rozdziału 34 pojawi się więc pierwsze opowiadanie zatytułowane „Mała wiśnia – Haru”.
Opowiem Wam trochę o tym, czym jest ta historia.
Sam tytuł „Mała wiśnia” odnosi się do Kurenai. W pierwszym rozdziale jej ojciec właśnie tak się do niej zwracał, natomiast „Haru” po japońsku oznacza wiosnę.
W opowiadaniu zawarłam bardzo dużo symboliki związanej z tą porą roku. Znajdziecie tu sporo opisów przyrody, bo właśnie to najbardziej lubię pisać. Przyznam, że podczas tworzenia tej historii mogłam wreszcie trochę popłynąć i pozwolić sobie na więcej. Wiem, że nie wszyscy przepadają za rozbudowanymi opisami natury, ale ja je uwielbiam. W „Seiganie” staram się je ograniczać, natomiast tutaj chciałam być bardziej sobą, pokazać własną wrażliwość i nie zastanawiać się, czy przypadkiem nie przesadzam.
„Mała wiśnia” opowiada o jednym dniu z życia Kurenai. Od chwili, gdy otwiera oczy o świcie, aż do momentu, gdy zasypia. To postać, przez którą nieraz wylałam łzy, ale jednocześnie taka, która przypomina mi, jak cieszyć się prostymi rzeczami. Jak dostrzegać piękno wokół siebie i doceniać przyrodę, która jest jednym z najwspanialszych darów, jakie możemy doświadczać każdego dnia.
Akcja opowiadania rozgrywa się kilka dni przed śmiercią ojca. Nie ma w nim żadnych spoilerów dotyczących głównej fabuły. To przede wszystkim spokojna historia pokazująca codzienność Kurenai, wiosenną przyrodę Japonii oraz posiłki dopasowane do tej pory roku.
Polecam ją szczególnie osobom, które lubią cozy klimaty i oczywiście samą Kurenai.