Od dzisiaj jak przyjdzie mi powiadomienie, że ktoś polubił mój komentarz pod jakimś cringe ff z countryhumans (ciemne czasy, teraz jestem innym człowiekiem) to będę je po prostu usuwać. To chyba jedyna droga.
Ja podczas pisania patrząca na pustą kartkę przede mną: Tu na razie jest ściernisco, ale będzie *do rytmu klawiatury* San Fran-ci-sco!
W mojej głowie brzmiało to dużo lepiej.
Przyznam się, że czasami wyobrażam sobie jak moje postacie w połowie załamania czują taką iskierkę nadziei tylko przez to, że ich stwórca i autor (ja) przez chwilę im współczuła.
To nieco smutne patrzyć jak jedynym miejscem gdzie jedna z postaci nazywana jest swoją ksywką są moje notatki. Biedny człowiek nie ma przy sobie żadnej przyjaznej duszy...