Właśnie do mnie dotarło, że z połowa moich idoli nie żyje, a jak już żyją, to są uśmiercani przez moich niedoinformowanych znajomych. Co gorsza prawie wszyscy mogliby żyć, gdyby nie dragi, choroba, czy zamach. Czy tworzenie muzyki musi być aż tak destrukcyjne? W końcu sztuka nigdy nie rodzi się ze szczęścia...