Wyobraź sobie, że jesteś młodą dziewczyną, która od zawsze należała bardziej do morza niż do świata ludzi.
Mieszkasz w małym, drewnianym domku stojącym tuż przy plaży. Każdego ranka budzi cię szum fal, a wieczorami zasypiasz przy dźwięku oceanu, który znasz lepiej niż własny głos. Masz konia, który są twoją ucieczką i twoimi najwierniejszym pzyjacielem. Przy nim nie musisz niczego udawać on rozumie ciszę, której inni ludzie nigdy nie potrafili zrozumieć.
Od dziecka słyszałaś szepty morza.
Dla innych ocean był tylko wodą. Dla ciebie był żywy. Pamiętał. Czuł. Wołał.
Kiedy patrzyłaś na fale, widziałaś historie ukryte głęboko pod powierzchnią. Kiedy nadciągała burza, nie czułaś strachu czułaś, że ktoś próbuje się z tobą skontaktować.
Ludzie mówili, że jesteś zbyt wrażliwa. Że za dużo czujesz. Że wymyślasz rzeczy, których nie ma.
Ale ty wiedziałaś jedno:
Morze nigdy nie woła bez powodu.
Pewnej nocy wszystko się zmienia.
Spotykasz jego.
Mężczyznę, którego nie powinno być na świecie.
Nie wiesz, że patrzysz na istotę starszą niż królestwa i cywilizacje. Nie wiesz, że przed tobą stoi sam Posejdon Bóg mórz, trzęsień ziemi i niszczycielskich sztormów.
Przez tysiące lat był samotny.
Potężny.
Niebezpieczny.
Dla ludzi był legendą. Potworem z opowieści. Siłą, której należało się bać.
Ale ty patrzysz na niego inaczej.
Nie widzisz Boga.
Nie widzisz potwora.
Widzisz kogoś, kto przez wieki czekał, aż ktoś w końcu dostrzeże jego prawdziwe oblicze.
Nie wiesz jeszcze, że wasze spotkanie nie jest przypadkiem.
Nie wiesz, że twoja dusza była związana z oceanem od zawsze.
Nie wiesz, że fale, które cię wołały przez całe życie, prowadziły cię właśnie do niego.
Bo nie jesteś zwykłą dziewczyną.
Jesteś tą, której morze strzegło od narodzin.
Jesteś przeznaczona, by zostać jego królową.
Królową oceanu.