Szybkie podsumowanie ferii lokalnej kosmitki dla tych, których to ciekawi!
— Pierwszy tydzień prawie cały spędziłam chora (ach, przeziębienia!)
— Odkryłam, że jednak dobrze znoszę długie jazdy autem. Muszę tylko być po zarwanej nocce, a większość drogi spędzę śpiąc (Okej, pomińmy to, ile lat zajęło mi zorientowanie się, że to takie proste...)
— Być moooże jesteśmy z rodzinką najlepszymi saneczkarzami jak Alpy długie i szerokie (spędziłam cały dzień na jednym z najdłuższych zjazdów w Europie, i nikt nie dał rady mnie wyprzedzić. Oczywiście, że moje ego wciąż czuje się z tym cudownie!)
— Śnieżyca i wichura to nie są najprzyjemniejsze warunki do jazdy na nartach... Ale śnieg jest wtedy przecudowny!
— Im dłuższa trasa narciarska, tym przyjemniej się nią zjeżdża. Chyba, że wjedziesz w jakieś dziecko. Wtedy trzeba przeprosić i bardzo, bardzo szybko się ewakuować.
— Każdemu polecam siedzenie na śniegu w krótkim rękawie i próbowanie jakiegoś dziwnego sportu, w który bawi się banda dzieciaczków
— Gotowanie pełnych posiłków w maleńkiej hotelowej kuchni nie jest tak łatwe i przyjemne, jak miałam nadzieję...
— I najważniejsze, czyli co z tego wynikło: wpadłam w niezły szał twórczy!
Wróciłam do siebie, a razem z tym – w końcu wracam do pisania "Aliens"! Rozdział siódmy pojawi się w środę, i jeśli dobrze pójdzie, uda mi się napisać kilka rozdziałów na zapas <33
Przytulam każdego, kto czyta moje opowiadanie i znajduje w nim coś dla siebie <33
—⭐. .