wie pan, ja nie mam sily juz pracowac w mojej pracy. zawsze kochalem pracowac i nie przeszkadzaly mi przeszkody. ale ta praca....to nawet nie jest praca. jestem w srodku jebanego PEDALSKIEGO ℙ ktorego czescia NIE CHCE BYC. mam dosyc . wszyscy albo sie bija, albo pija, albo dotykaja sie niepoprawnie w miejscach publicznych. wstaje rano i potykam sie o najebanego zarzyganego kolege cwela z pracy z PEDOFIL ALLEGATIONS ktory zachlal w naszym pokoju. chce isc do biura to dwoch ''KOLEGOW'' dotyka sie nie poprawnie i grozi ze jak mi to przeszkadza to poprostu pojda w jeszcze bardziej publiczne miejsce. ide sie zrelaksowac do kuchni to nasz prezydent bije dziecko goraca patelnia a to dziecko juz nawet nie placze. ja sam powoli zaczynam tracic emocje, tak samo jak to dziecko ktore niewiem czemu wogole pracuje, ale to robi. niewiem dla kogo. chociaz sie domyslam, biorac pod uwage jak wyglada kiedy chief wchodzi do pokoju. dorosly czlowiek wchodzi do pokoju a dziecko jest tak straumatyzowane ze zaczyna plakac z milosci bo nie moze byc z DOROSLYM KOLEGA Z PRACY. jedyne co dostaje w tym dormie to wpierdol i nerwicy po jest jedno rude dziecko ktore tez potrafi wskoczyc kazdemu na nerwy. musialem chodzic na badania sluchu bo tak mocno puszcza muzyke i krzyczy. oprocz tego w naszych dormach aktywnie robione sa zbiory kultowe wokol jakiegos swinska ktore kolejyn kolega z pracy przywolal eksperymentami i codziennie musimy poswiecac conajmniej 3 osoby tylko po to zeby przezyc kolejny dzien. mam dosyc. nie chce juz dluzej zyc. nie chce pracowac. stracilem wszystkie kolory zycia.