Nie wiem, czy to ja przyciągam dziwne sytuacje, czy one mnie, ale dziś rano... no nie da się tego przemilczeć.
Godzina 7:20. Jadę autobusem, półprzytomna, z torbą wypchaną po brzegi. Nagle ostre hamowanie – ja ledwo łapię równowagę, ale to nie ja jestem bohaterką tej sceny. To facet w śnieżnobiałej koszuli, na którego wpadłam z impetem.
I zanim zdążyłam się odsunąć, zobaczyłam to. Na jego nieskazitelnej koszuli – idealnie na piersi – wielka, różowa plama. Mój błyszczyk.
On się nawet nie zorientował. Albo udawał. Albo miał już gorsze poranki. Jak reagować w takiej sytuacji?
Bo ja wysiadłam trzy przystanki za wcześnie, z czerwoną facjatą i telefonem przy uchu udającym rozmowę życia.
Jeśli to czytasz, mężczyzno z różową plamą – przepraszam. To nie ty, to mój błyszczyk.♥♥♥