Dom wyglądał, jakby został zatrzymany w czasie.
Skrystalizowane ściany domu odbijały blade światło poranka tysiącami drobnych refleksów. Całość była piękna, jednak także i bolesna — jak coś, czemu się nie powinno przyglądać zbyt długo.
Eiren zatrzymała się za Qifreyem. Nawet powietrze zdawało się znieruchomieć.
Qifrey minął ją bez słowa i uklęknął przy ziemi. Rozwiązał płócienny worek, po czym zaczął sadzić nasiona w małych odstępach wokół domu.
Eiren obserwowała go przez chwilę, zanim ponownie nie spojrzała na skrystalizowane ściany domu. Wtedy pod cienką warstwą kryształu dostrzegła coś — a bardziej kogoś — kto wyróżniał się na tle martwych przedmiotów.
Kobieta. Spetryfikowana.