Nie wiem, jak zaczyna się coś takiego.
Może od pierwszego zdania.
Może od odwagi, żeby je w ogóle napisać.
Pisanie zawsze było dla mnie czymś pomiędzy ucieczką a powrotem. Do ludzi, których nie ma. Do miejsc, które nigdy nie istniały. Do emocji, które trudno nazwać, ale jeszcze trudniej uciszyć.
I chyba właśnie dlatego tu jestem.
Nie po to, żeby opowiadać o „książce”.
Raczej o śladach, które zostają po historii, zanim jeszcze zostanie nazwana.
Jeśli trafiliście tutaj przypadkiem — to może dobrze.
Niektóre rzeczy nie powinny być znajdowane zbyt świadomie.
Jeśli zostaniecie — znajdziecie fragmenty. Sceny. Słowa, które czasem znaczą więcej, niż powinny. Historie, które nie zawsze prowadzą tam, gdzie się spodziewacie.
Na początek nie obiecuję odpowiedzi.
Tylko pytania. I jedno zdanie, które powraca częściej niż powinno:
Co zostaje, kiedy ktoś znika — naprawdę?