[Tom 1: ...Out of the Golden Cage] #10#

493 59 11
                                        

26 Czerwca 2021

Naruto nie mógł uznać, że źle było mu siedzieć w Sunie i uczyć się politycznej części wioski, z którą posiadali sojusz, ale czuł, że coś było nie tak. Miał podejrzenia co do dziwnego warkotu w głowie, które słyszał pierwszego dnia, ale w żaden sposób nie umiał znaleźć odpowiedniej drogi w dziwnych korytarzach zatopionych kanałów, żeby znaleźć Kyūbiego. Zastanawiało go również, dlaczego dopiero teraz dał o sobie znać, gdy był w pobliżu niejakiego Gaary? Co było w nim takiego niebezpiecznego, że lisi demon pierwszy raz od lat postanowił dać znak istnienia. Unikał również jak ognia dziwnego nowego sojusznika Suny, niejakiego Kage wioski Dźwięku, o której nigdy wcześniej nie słyszał. Znał każdy skrawek pięciu nacji i każdą najmniejszą wioskę, rolniczą czy też nie, znał je i nigdy nie słyszał o Wiosce Dźwięku. To była kolejna zagadka do odkrycia.


Rin musiała zauważyć jego dyskomfort, bo przeprosiła Kazakegae i odeszła pod drzwi z Naruto.


- Hey, wszystko dobrze? - Zapytała cicho.


Pokiwał głową, ale zaraz zagryzł dolną wargę i zaprzeczył.


- Chcesz przerwę? - Zaprzeczył. - Chcesz wyjść? - Milczał i nieśmiało spojrzał na nią. - Naru, nie musisz tu być jeżeli nie czujesz się najlepiej. Nawet Kage nie przyjmuje nikogo, jeżeli nie czuje się na siłach.


Przełknął ciężko i pokiwał słabo głową. Czuł tę nieprzyjemną chakrę od Otokage i głośny warkot, który sprawiał, że właściwie niewiele słyszał z rozmowy. Musiał wyglądać naprawdę źle skoro Rin zwróciła na to uwagę. Uśmiechnęła się ciepło i skinęła głową. Skłonił się z szacunkiem w kierunku Kazekage i nieśmiało zrobił to samo względem Otokage nim czmychnął z pomieszczenia.


Czuł jakby powietrza powoli brakowało, a nogi miał niczym z waty. Coś, czego nie umiał tak długo nazwać, a odczuwał względem Otokage, to była słabość. Okazał słabość przed dwiema osobami, które w przyszłości mogą być jego rozmówcami dyplomatycznymi pomiędzy ich wioskami i Konohą. Jednak to nie słabość sprawiała, że czuł jak nogi się pod nim uginają, że serce waliło jak dzwon, a powietrza brakowało z każdą chwilą. To nie była słabość, a jednak sprawiało, że czuł się wyrwany z własnego ciała.


Musiał się uspokoić...


Musiał się uspokoić!


- Przestań... - Zasłonił uszy rękoma. - Zamknij się... nie okazuj słabości... - Skulił się, pochylając do przodu. - Przestań okazywać słabość... Przestań okazywać słabość, słyszysz?!


Po policzkach spłynęły pierwsze łzy, a zaraz za nimi kolejne i kolejne. Tego wszystkiego było kurewsko za dużo. Dusiła go otoka kłamstwa, która niczym pętla stryczka powoli zaciskała się z każdym dniem coraz bardziej i bardziej. Nienawidził tego uczucia bezsilności wobec własnego fałszu. Zacisnął mocniej powieki, a uścisk nagle ustąpił. Usłyszał cicho kapiącą wodę, a wilgotne powietrze lekko musnęło jego policzki.


Uchylił niepewnie powieki i rozszerzył oczy do granic możliwości. Rozejrzał się zaskoczony wokół. Stał po kostki w wodzie na środku korytarza z kilkoma rozwidleniami. Patrzył na przejścia zatopione w mroku, ale żadne nie różniło się niczym specjalnym i kiedy miał wykonać krok naprzód, powstrzymało go ciche pomrukiwanie z lewego korytarza. Przełknął ciężko ślinę i ruszył tam z mocno bijącym sercem, podchodzącym do gardła. Podświadomie wiedział, gdzie idzie, ale najbardziej jak to możliwe chciał tę myśl od siebie oddalić, żeby tylko nie zapeszyć.

One day I'll be...Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz