Margo POV
– It's Halloween Bitches! – zawołała Isabel donośnie. Jej obcisły kostium cat woman był niemal obsceniczny i nie pozostawiał niczego wyobraźni. Nawet tego czy nosi pod nim majtki. Oana była uroczym czerwonym kapturkiem. Miała nawet koszyczek i biały fartuszek. Patrząc na nią, miało się ochotę wyciągnąć nóż i zaszlachtować wilka, zanim by ją zjadł. Chociaż może deprawacja seksualna w postaci złego wilka wyszłaby jej na dobre? Gdyby ją zjadł. Wielokrotnie. Delektując się.
Barman spojrzał na mnie przelotnie, wiadomo, nie świeciłam cyckami. Pamiętał jednak, co lubię.
– Bloody Mary full of vodka, blessed you are among the coctails. – wyrecytował.
– Dokładnie tak. – uśmiechnęłam się – I long Island dla koleżanki.
Przeniosłyśmy się do stolika.
– Happy Halloween – zaświergotała Maria. Wybrała strój pielęgniarki. Miniaturowa spódniczka, wysokie szpilki i ogromny dekolt. Przy bladej cerze czerwone usta widać było z daleka.
– Albo Samhain – mruknęłam – Celtyckie święto ku czci przodków? Obchodzone, zanim Halloween stało się modne? Dzień, w którym granice światów były zatarte, a dziwaczne stroje miały odstraszać złe duchy? Poświęcanie pierwociny ze zbiorów i co trzeciego syna? Lampiony z rzepy?
Spojrzały na mnie, jakbym zaczęła mówić co najmniej po hebrajsku. Machnęłam ręką lekceważąco.
– Dynie są, świeczki są – wyliczała Isabel – Creepy cat jest. Jeszcze więcej kotów też jest – wskazała na nie palcem – Czarownice są – wskazała na nas wszystkie – brakuje nam psychopaty....
Już chciałam podnieść rękę i wziąć na siebie ten etat, ale potem spojrzałam na Oanę.
– Twój brat będzie?
Zaczęła się śmiać.
– Wszyscy przychodzą, więc psychopatów będziemy mieli pod dostatkiem. – oznajmiła.
– Oni z pewnością wolą określenie: kreatywni zamiast psychopaci.
– Zdolni inaczej. – zaproponowała ze śmiechem.
Zerknęłam na wejście i moje brwi podjechały do góry. Marco, który właśnie przekroczył próg przybytku, był ubrany jak Wiedźmin. Szeroka koszula, obcisłe spodnie, szeroki pas i wysokie buty. Miał nawet na głowie perukę z długimi platynowymi włosami. Z pochwy na plecach wystawały dwie rękojeści mieczy. Nawet postarał się o żółte soczewki kontaktowe.
– Myślę, że bliżej mu dzisiaj do One Handsome Devil niż psychopaty, nieprawdaż? – szepnęła mi do ucha Oana – Zamknij usta. – dodała. Posłałam jej spojrzenie „chyba sobie kpisz" i upiłam swoją krwawą Mary.
Pierwsza weszła Sofia w obcisłej czerwonej sukience. Miała włosy ułożone w stylu lat 20 i przerzucone przez jedno ramię. Dekolt spływał falami między piersiami. Wyglądała zjawiskowo. Za nią weszła Marju. Wysoka jak posąg i szczuplutka. W granatowej jedwabnej, połyskującej sukni. Sznury pereł spływały jej po plecach zamiast materiału niemal po same pośladki. Dzieło sztuki. Nicola miała sukienkę w kolorze srebra spływającą miękkimi, satynowymi falami aż do stóp. Głęboki dekolt eksponował pokaźny biust. Sznur pereł związanych w supeł wisiał na plecach. Wszystkie miały na sobie kreacje z lat 40. Dymny, mocny makijaż, czerwone usta, i włosy w lokach. Wyglądałby obłędnie.
Nie dość tego za nimi podążał Fabiano i cała reszta gangu! Literalnego gangu! Ich wejście wywołało poruszenie, gwizdy i pokrzykiwania pań. Wyglądali jakby żywcem wyszli z filmu Gangster Squad. Spodnie na szelkach. Fedory i spodnie odsłaniające biało czarne buty. Każdy krawat był za krótko zawiązany. Zastanawiałam się, czy broń w kaburach była prawdziwa i jakby ktoś kazał mi obstawiać, powiedziałabym, że na sto procent. Panowie skierowali się do baru.

CZYTASZ
Not My Name - Baleary tom #5
RomanceZemsta smakuje najlepiej jeśli jest serwowana na zimno. Przemyślana. Przygotowana. Mój brat stworzył mnie z niczego. Ukształtował na swój chory sposób. Nikt nie wie, jak naprawdę wyglądam. Ani jak się nazywam. Odradzam się jak feniks z popiołów i t...