Na granicy ludzkiej mentalności, styku mocy i chęci, krocząc zasadą równości obłowimy się w zwycięskiej siłę i razem osiągniemy wspólne szczęście. Zmieniając to co zbędne i skażone ludzką myślą. By już na tej ziemi stopy nie postawił żaden chwast, poświęcenie, którego sam wszechświat starał się wyrzec. W tym wszystkim płomyk nadzieji, tej która sama utrzymywała błąd istnienia. Lecz nie bój się, ja cię rozumiem. I choć w moim zrozumieniu nie będzie choćby kropli morskiej współczucia, to sam fakt tej świadomości wyryje symbol naszego przymierza. A gdy destrukcja się rozpocznie serce śmierci zatańczy z podniecenia. Sadysta oświecający sobie drogę cieniem. To wojna. Ucieleśnienie piekła na ziemi. Ona wykorzysta to do cna, będzie niszczyć i ciągle niszcząc sama też pogrąży się w swoim zniszczeniu. To jej sposób życia. Uniesie głowe i śmiało przekroczy granice nocy pełnej zdrady i rezygnacji. Spójrz, z każdej porażki wyłania się także zwycięstwo, a chociażby zlepione z odłamków Hadesu, Pani martwej róży na pustkowiu, władczyni wszystkiego co się kończy, a więc i wszystkiego co zaczyna. Ta, która widziała początek istnienia i boskie natchnienie. Jej miłosierdziem velox mors. Uważaj, wojna dalej trwa. Walka przetrwania, która wymaga poświęceń. Usiądź.
Bo tylko w bezruchu można usłyszeć trzask pękającego sensu. Ciszę, która nie jest pokojem, lecz napięciem przed kolejnym uderzeniem. Tutaj czas nie płynie - on krwawi. Każda sekunda zostawia ślad, którego nie da się zmyć nawet zapomnieniem.
Z popiołu podnosi się pytanie, stare jak strach: czy to jeszcze walka, czy już konieczność? Bo gdy świat zgnił do rdzenia, wybór staje się iluzją, a moralność luksusem martwych bogów. I wtedy ręce, choć drżące, muszą sięgnąć po ogień. Nie po to, by ogrzać - lecz by oczyścić.
Nie będzie fanfar. Nie będzie hymnu. Zwycięstwo nie przyjdzie w bieli. Przyjdzie bose, umazane krwią, z pustym spojrzeniem kogoś, kto wie, ile musiał zostawić za sobą. A mimo to pójdzie dalej. Bo tylko ruch odróżnia jeszcze żywych od tych, którzy już dawno zgodzili się na koniec.
Spójrz uważnie - to nie potwory niszczą ten świat. To idee, którym pozwolono dorosnąć bez sumienia. To marzenia, które zapomniały, po co zostały zrodzone. Wojna nie krzyczy. Wojna szepcze. Wmawia, że to jedyna droga. I czasen ma rację.
Gdy ostatni bastion runie, a niebo zgaśnie jak wypalona gwiazda, zostanie tylko ona - świadomość. Nie czysta. Nie dobra. Ale prawdziwa. Fundament pod coś nowego, co nie obiecuje raju, lecz szansę. Kruchą. Krwawą. Ludzką.
Więc siedź jeszcze chwilę.
Oddychaj.
Zapamiętaj ten moment - bo gdy wstaniesz, nie będzie już odwrotu. Krzyk, agonia, cierpienie, nadgryziony listek na drzewie, powiewające źdźbło trawy, opadłe drzewo, hałas miejski. Zło? Przeciwieństo doba, a może jego odmiana? Czy śmierć jest zła? oczywiście, zła w byciu dobrym. Śmiercią jest każdy kto swoim dobrem podąża, moralnie niepoprawne jest dbanie o siebie, a oddanie to przykład paranoji.
